<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265</id><updated>2011-12-14T19:09:59.734-08:00</updated><title type='text'>words around pl</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>41</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-6594524564810095170</id><published>2007-03-12T21:47:00.000-07:00</published><updated>2007-03-12T22:10:16.479-07:00</updated><title type='text'>Karuzela</title><content type='html'>Wczesny wieczor to najprzyjemniejsza pora na Victoria University. Szczegolnie gdy poludniowe wiatry przywieja mokro-chlodna pogode. Cisza korytarzy przerywana sporadycznie poszumem windy, czasem odglos zamykanych drzwi przypomni mi, ze nie jestem tutaj sama. Czwarte pietro wystarcza by oddzielic mnie od codziennosci. W oddali zielono-niebieska rzeczywistosc portu i miasta. W glowie spokoj, tak jakby wraz z kliknieciem klamki swiat moj ograniczal sie do lingwistyki. Lubie takie popoludnia gdy po cichu moge sie robic nieco madrzejsza. Powoli obrastam w kolejne warstwy jezyka.&lt;br /&gt;Ten stan towarzyszy mi jednak od niedawna. Moj powrot do Nowej Zelandii (mowie o tym miejscu jakby bylo moje - w pewnym sensie tak jest, w marzeniach przywlaszczylam sobie wyidealizowana wizje zycia tutaj zawarta w milisekundzie spontanicznej decyzji) to ukladanie sobie zycia od nowa i od nowa i od nowa. Ostatnie piec miesiecy to cykle drastycznie sie konczace i zaczynajace, bez przerwy, bez spowolnien. Jest i juz bylo. Jest wreszcie moja wlasna przestrzen ze sloncem i drewniana szafa. Nie ma pracy. Jest przestrzen do zycia i praca. Jest praca i nagle zabraklo przestrzeni. Nie ma szafy, nie ma wlasnego lozka. Jest romans. Jest romans nie ma miejsca. Jest miejsce nie ma romansu. Nie ma pracy, jest nowe miejsce. Jest nowe miejsce i jest nowa praca. Jest nowa praca, wymarzona na teraz. Jest kot. Kot jest nagle. Caly czarny z biala plamka. Jest kot. Nie ma romansu. Jest praca. Jest miejsce do pracy. Jest spokoj. Na teraz. Ot, taka karuzela.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-6594524564810095170?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/6594524564810095170/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=6594524564810095170' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/6594524564810095170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/6594524564810095170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2007/03/karuzela.html' title='Karuzela'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-4638371652547067372</id><published>2006-12-22T21:07:00.000-08:00</published><updated>2006-12-22T21:57:31.463-08:00</updated><title type='text'>Powrot do Przyszlosci</title><content type='html'>Tegoroczne swieta beda wyjatkowo przyszlosciowe. &lt;br /&gt;Gdy Wy bedziecie sasiadac do wigilijnego stolu skrzetnie obstawionego sledziami, karpiami, warzywnymi salatkami, barszczami z uszkami i czym dusza zapragnie, ja juz bede cierpiec rezultaty bezopornego obzarstwa. Nie mam jednak co marzyc o powyzszych przysmakach - bede sie musiala zadowolic wlasnorecznie wyprodukowana kutia oraz wszelkim produktem ktory nadaje sie do wrzucenia na grill. Gdy w koncu zniknie w Waszych paszczach wiekszosc spozywczej dobroci i nastapi radosny moment rozpruwania prezentow, ja juz bede sie cieszyc swoim Mikolajowym podarkiem (moje magiczne moce rentgenowskiej wizji juz dawno przeniknely nic nie sugerujace ksztalty opakowania do zludzenia przypominajacego butelke dobrego, bardzo dobrego wina czerwonego cabernet merlot prosto z poludniowej wyspy). Z pewnoscia jeszcze niektorzy z Was beda mruczec pod nosem ostatnia zwrotke Cichej Nocy gdy mnie zbudzi powigilijne burczenie w brzuchu i byc moze nawet pewna suchosc w gardle spowodowana zbyt zachlannym spozyciem zabutelczonego prezentu. &lt;br /&gt;Tydzien  pozniej nad moja glowa smigac juz beda fajerwery i w glowie przeskoczy nostalgicznie marginalna mysl ...ahh jak ten rok szybko przelecial... gdy Wy jeszcze wyduszac bedziecie ostatnie tchnienia ze starego roku przymierzajac szesnasty wystrzalowy sylwestrowy zestaw odziezowy badz tez nerwowo przerzucac strony TV magazynu w poszukiwaniu noworocznej teleszmiry. Gdy w koncu Wy bedziecie dogorywac na kanapach, schodach, pod stolem i w kazdym rogu, ja z pewnoscia bede juz ubijac ulice Wellington rytmicznym truchtem w celach cielesnego wskrzeszenia i wybiegania resztek swiatecznej swawoli.&lt;br /&gt;Jak widac tym razem uda mi sie wszystkich wyprzedzic. Calkiem to przyjemna mysl ze znajduje sie w dwunastogodzinnej przyszlosci. I z takowej tez zycze Wam wszystkim moi Drodzy i Kochani udanych Swiat i moze odrobiny pulchnego sniegu. No i moze jeszcze nowego zestawu bombek. I czego jeszcze dusza zapragnie!&lt;br /&gt;Hej Ho!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-4638371652547067372?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/4638371652547067372/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=4638371652547067372' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/4638371652547067372'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/4638371652547067372'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/12/tegoroczne-swieta-beda-wyjatkowo.html' title='Powrot do Przyszlosci'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-2847428102747340433</id><published>2006-10-04T04:05:00.000-07:00</published><updated>2006-10-04T04:08:03.689-07:00</updated><title type='text'>przygody w locie złapane</title><content type='html'>Nie jestem z natury zbyt entuzjastycznie nastawiona do  zwierza posiadającego wiecej niż cztery odnóża. tym bardziej gdy znajduje sie on w poszewce poduszki na której spoczywa moja śpiąca głowa. Swiadomośc obecności tarantuli tuż obok  jest bardzo niepokojąca. szczególnie gdy postanawiam ją pomacac i okrągła włochata kulka zaczyna panicznie sie szamotac. Pisk, coś mnie ugryzło. Dlaczego nie czuje bólu? Otwieram oczy.  Przez chwile sennej dezorientacji nie wiem gdzie jestem, ale szum wiosennego deszczu za oknem szybko uzmysławia mi że to musi byc Nowa Zelandia.&lt;br /&gt;Auckland powitało mnie na mokro. Ołowiane chmury z pomarszczonymi czołami przyglądały sie lądującym samolotom siniejąc z niecierpliwości by znów zamienic pas startowy w lustro wody. W momencie gdy koła samolotu zazgrzytały na asfalcie niebo rozlało sie na zielony krajobraz tworząc iście impresjonistyczny rozmazany pejzaż. Wilgotna aura jednak, zamiast melancholią, napelniła mnie euforycznym poczuciem satysfakcji. Po dwóch miesiącach rozbijania sie po chinach i siostrzanych odwiedzinach malezyjskich w koncu jestem na miejscu. Ostatni odcinek powietrznych transportacji na trasie Singapur-Hong Kong-Auckland dostarczył mi jednak pewnej dawki niespodziewanych wrażen... &lt;br /&gt;Dwa tygodnie malezyjskich wygód domowych poważnie uśpiło backpackerską czujnośc w efekcie czego pozwoliłam sobie na pewną nonszalancje pojawienia sie na lotnisku na 12 godzin przed odlotem z nadzieją na wczesną odprawe. jako że lot mój odbyc sie miał bardzo wczesnym rankiem noc miałam spedzic na singapurskim super lotnisku korzystając z jego darmowych wygód. Z ponad godzinnych negocjacji z załogą Jetstar Asia jedyne co pamietam to to, że "niestety wczesna odprawa nie jest w zwyczaju tanich linii lotniczych" i że "przechowalnia bagażu znajduje sie na poziomie 2B". Cóż, udałam sie na ów poziom 2B a potem z powrotem na singapurskie Bugis Junction. Z filozoficznym nastawieniem przyjełam fakt, iż hostel w którym miałam nadzieje przespac kilka godzin znajdował sie w samym centrum tetniącego wieczornym życiem ramadanu dzieki czemu leżąc na pryczy odnieśc można było wrażenie że zasypia sie na straganie pełnym rozentuzjazmowanych singapurczyków. Sześc nieprzespanych godzin pózniej dałam sie równie filozoficznie naciagnąc taksówkarzowi który ze swoistym azjatyckim wdziekiem zażądał 5$ wiecej niż przewiduje przyzwoitośc, na co entuzjastycznie przystałam (mając na uwadze fakt,  że ostatni post dotyczył targowania, pozostawiam powyższe bez komentarza...).  Kolejne cwierc doby pózniej dowiedziałam sie na lotnisku w Hong Kongu że nie można mnie odprawic na finalny odcinek podróży do Nowej Zelandii dopóki tamtejsza imigracja nie potwierdzi mojej wizy. Jako że żyjemy w czasach zaawansowanych technologicznie ten szczegół zabrał oficjelom nieco ponad piec godzin spedzonych przeze mnie na niespokojnych przypuszczeniach że byc może ambasada w Polsce wcale nie raczyła powiadomic kiwi strony o moim studenckim zamiarze. Z burczącym z głodu i nerwów brzuchem po raz piąty stawiłam sie do odprawy próbując wyczytac z uśmiechu pracownicy Cathay Pacific mój los. Szeroki szczerzuj oznaczał sukces. Nie koniec to jednak był wizowych nieporozumien. W Auckland pan celnik powitał mnie uroczym 'Gidday meete' po czym paszport mój zniknął na godzine. Po kolejnej nieprzespanej nocy (trzeba było nadrobic zaległości filmowe w samolocie) wyobrazna zaczeła cwałowac niczym faworyt na derby - rekwirują mi bagaż w którym znajdują mnóstwo nielegalnego świeżego jedzenia i nasiona jakiejś straszliwie pasożytniczej roślinki, cztery króliki, tuzin myszy i kilo kokainy. Okazuje sie że wiza jest podrobiona i trafiam do klaustrofobicznej celi pełnej uchodzców z Bangladeszu oraz latino narko-przemytników...no cóż, nie tym razem. Paszport wrócił, celnicy wpuścili, student ze mnie legalny. Tak wiec pada w Auckland. W Wellington, do którego jutro sie udaje, również opady w towarzystwie super sztormów. Ach, ta tutejsza aura...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-2847428102747340433?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/2847428102747340433/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=2847428102747340433' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/2847428102747340433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/2847428102747340433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/10/przygody-w-locie-zapane.html' title='przygody w locie złapane'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-9089066471142536181</id><published>2006-09-05T19:20:00.000-07:00</published><updated>2006-09-05T19:30:28.671-07:00</updated><title type='text'>chiskie targi</title><content type='html'>Chinskie rekiny biznesu. Niezliczone rzesze ulicznych Donaldow Trumpow, Richardow Bransonow i Billow Gatesow. Swiatem orientalnego straganiarstwa rzadzi zelazna zasada bezwzglednego zdzierstwa. Cena jest zawsze nierealna a produkt najczesciej niezbyt oryginalny. Unikniecie portfelowego kryzysu nie jest jednak niemozliwe. Majac na uwadze fakt, iz nalozenie calkowitego embarga na turystyczne dobra naplywajace do podroznej walizki jest w praktyce niewykonalne, dobrze jest zapoznac sie z lokalna handlo-etykieta:&lt;br /&gt;Po pierwsze - BIZNES SAM SIE NIE CZYNI. Jako ze konkurencja jest duza a bariera jezykowa jeszcze wieksza, handlarzom nie pozostaje nic innego jak zastosowac nieco bardziej niekonwencjonalne metody perswazji. Podtykanie towaru pod nos czy tzw. "sledz" (podazanie za klientem, w ekstremalnych przypadkach nawet dlugodystansowo) to jedynie niektore z nich. Duza popularnoscia cieszy sie "broadcasting" czyli nagrana domowym sposobem kilkusekundowa reklama puszczana w kolko przez megafon - handlarzom o ograniczonym budzecie pozostaje wykonywanie powyzszej na zywo. Jezeli ktorakolwiek z metod poskutkuje i potencjalny klient wyrazi zainteresowanie (nie zawsze samowolnie...), nastepuje ekscytujacy etap ubijania interesu.&lt;br /&gt;Zasada jest prosta - klient wykazujacy brak cech charakterystycznych dla autochtonow klasyfikuje sie jako kategoria 3*3 czyli POTROJNA CENA, POTROJNA NEGOCJACJA, POTROJNA WIDOWNIA. Tak wiec mozemy spodziewac sie kosmicznej marzy na niezbyt oryginalnym suwenirze, na ktorego zakup nalezy przeznaczyc duzo wiecej czasu niz na wizyte w supermarkecie. Nieodzownym elementem jest rowniez lokalna publicznosc, ktora, rzecz jasna, namietnie wspiera ziomka i chetnie podziwia nasze wysilki w ustalaniu chinskich liczb.&lt;br /&gt;Targowanie to nierzadko ciezka praca, ktora wymaga sprytu i determinacji. Przede wszystkim trzeba pamietac, iz wyrazanie zachwytu i zainteresowania jest niewskazane. Na towar nalezy spogladac przeciagle, obracac i przygladac sie mu w poszukiwaniu ewentualnych usterek. Kontemplacja i niezadowolenie sa jak najbardziej wskazane. Tym sposobem doprowadzamy do pierwszej odslony ceny - bardzo czesto nierealnie wysokiej. Do wyboru mamy dwa rodzaje reakcji: pierwsza z nich zaklada ironiczny smiech i niedowierzanie oraz kilkukrotne powtarzanie ceny wraz z powolnym oddalaniem sie. Mniej temperamentnym pozostaje zachowac kamienny spokoj, odlozyc towar na miejsce i szybka ewakuacja.&lt;br /&gt;W kazdym przypadku nastepuje raptownie druga odslona ceny - najczesciej rozni sie ona niewiele od poprzedniej, ale daje pole do zaprezentowania naszych umiejetnosci handlowych. Kluczem do sukcesu jest powtarzanie w kolko "tai gui le" (za drogo) i proponowanie drastycznie zredukowanej ceny. Jest to najbardziej ekstremalny moment, jako ze wtedy wlasnie mozna spodziewac sie prawdziwego oburzenia ze strony sprzedawcy, wrecz otwartej agresji, ktora jednak wyparowuje wraz z pierwszym krokiem w strone konkurencji. Etap ten moze powtarzac sie wiele razy, nierzadko tez oznacza  zapoznanie sie z szersza gama artykulow oferowanych nam przy okazji.&lt;br /&gt;Po klikunastu lub kilkudziesieciu minutach twardych negocjacji polaczonych ze smiechem, poklepywaniem, przeklinaniem i pogawedka mozna przystapic do finalizacji umowy. Wniosek jest bardzo prosty - jezeli decydujemy sie zaplacic wiecej niz polowe oryginalnej ceny dobrowolnie zgadzamy sie na zdzierstwo. Ma to swoje uroki w postaci czestych gratisow i kolejnej dawki przyjaznych sygnalow.&lt;br /&gt;Podrozujac po Chinach umiejetnosc targowania sie jest niezbedna. Zakladajac, iz nawet w spozywczaku mozemy liczyc na znizke, byc moze warto pocwiczyc na sucho na lokalnych straganach...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-9089066471142536181?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/9089066471142536181/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=9089066471142536181' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/9089066471142536181'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/9089066471142536181'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/09/chinskie-rekiny-biznesu.html' title='chiskie targi'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-2925980914665760910</id><published>2006-08-28T04:12:00.000-07:00</published><updated>2006-08-28T05:58:29.163-07:00</updated><title type='text'>Wielkie Muro-wanie</title><content type='html'>Nie wiadomo dokladnie jaki jest dlugi. Jego lokalizacja tez zdarza sie byc raczej umowna niz potwierdzona empirycznie. Na mapie jest najczesciej poprzerywanym lancuszkiem - wzyna sie w gorskie grzbiety, czasem rozkracza sie, innym razem pojawia niespodziewanie w jakims nieprzewidywalnym punkcie. Przecietny smiertelnik rozpozna go jako jedyna ludzka budowle widoczna z kosmosu (niektorzy twierdza ze mozna go dojrzec nawet z ksiezyca!). Fani magicznych sztuczek Davida Copperfielda z pewnoscia pamietaja jak z wlasciwa sobie gracja przeniknal przez grube sciany Muru. Wcale nie takiego tam sobie Muru - &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album53/022_G"&gt;WIELKIEGO MURU &lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;Moja wiedza o tymze ograniczala sie wlasciwie do powyzszego gdy przyszedl mi do glowy pomysl podrozy po Chinach. Wraz ze zblizajacym sie wyjazdem w wyobrazni powstawala coraz bardziej romantyczna wizja samotnego randez-vous na grzbiecie wijacego sie setki mil Smoka*. Gdy wiec w koncu Wielki Mur znalazl sie w zasiegu reki, lapczywie rzucilam sie nan podczas kilkudniowego rekonesansu dookola Pekinu.&lt;br /&gt;Mur w Shanhaiguan okazal sie byc odnowionym strzepem mocno pogruchotanego czasem wschodniego odcinka. Szarosc pochmurnego nieba zdawala sie maskowac jego istnienie i tylko kolorowe koszulki nielicznych turystow wdrapujacych sie po ogromnych schodach zdradzaly jego obecnosc. Powyzej skromnej swiatyni oplecionej kadzidlowym dymem wil sie juz tylko szkielet niegdys majestatycznego &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album53/007_G"&gt; MURU &lt;/a&gt;. Swiadoma bycia obserwowana przez kilku mnichow z cichym pogwizdem pod nosem maskowalam swoj zamiar spaceru po dzikiej czesci dlugimi przystankami fotograficznymi. &lt;br /&gt;Takie zabiegi nie byly potrzebne na Murze w Huangyaguan, ktory poza turystycznie uboga odnowiona czescia po cichu oferowal nieco dluzsze spotkanie z                &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album54/101_G"&gt;NIEOKRZESANYM GRZBIETEM&lt;/a&gt; ledwie rozpoznawalnym wsrod przeslonietych gesta roslinnoscia i mgla wzniesien. &lt;br /&gt;Nieco zniesmaczona niesprzyjajaca aura polnocnego lata postanowilam dac Wielkiemu jeszcze jedna szanse i z nadzieja na bardziej ekstremalne przezycia kilka dni pozniej wdrapalam sie na &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album58/450_G"&gt; MUR SIMATAI &lt;/a&gt;. Nie zdazylam jeszcze sie porzadnie zdyszec gdy natarczywe grupki sprzedawcow pamiatek i lakoci stworzyly skosnooki ogon ktory towarzyszyl mi przez nastepnych kilka godzin. Pogoda okazala sie jednak laskawa i tym razem moglam nasycic oczy widokiem wijacego sie jak na obrazkach Muru. Jakaz byla moja radosc gdy w koncu udalo mi sie pozostawic w tyle wszelki ludzki element i wkroczyc na dziki odcinek &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album58/465_G"&gt; GUBEIKOU &lt;/a&gt;, gdzie przyszlo mi spedzic noc w jednej z niewielu niezrujnowanych wiez w dyskretnym towarzystwie nietoperzy. Czerwony zachod i pomaranczowy wschod slonca z pewnoscia byl jednym z najlepszych chwil mojej podrozy po Chinach.&lt;br /&gt;Wielki Mur to przedziwne zjawisko. Przez setki lat milczacy, jakby nieobecny, byl jedynie nieznaczacym wiele elementem krajobrazu, czesto przeszkoda dla rozwijajacej sie infrastruktury, nierzadko tez darmowym materialem budowlanym dla okolicznych farmerow. Kilkadziesiat lat temu, w ramach propagandowego zadoscuczynienia nieliczne jego fragmenty zaczely przechodzic metamorfoze. Dzis przypomina raczej Frankensteina, majestatyczny i wzbudzajacy respekt, ale pozlepiany w calosc z wielu materialow czasem traci swa wiarygodnosc. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*Moje smocze skojarzenie okazalo sie zaskakujaco trafne - miejsce w ktorym Wielki Mur zanurza sie w Morzu Zoltym przybralo ksztalt smoczego pyska, dzis zaledwie ruina jedynie rozpoznawalna po nazwie - Smocza Glowa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-2925980914665760910?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/2925980914665760910/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=2925980914665760910' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/2925980914665760910'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/2925980914665760910'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/08/wielkie-muro-wanie.html' title='Wielkie Muro-wanie'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-115563412352065546</id><published>2006-08-15T02:12:00.000-07:00</published><updated>2006-08-18T00:51:06.496-07:00</updated><title type='text'>Chinski charakter</title><content type='html'>Taki juz jest chinski charakter - powiedziala &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album56/033_G"&gt; RONG LI &lt;/a&gt; a na potwierdzenie tych slow w jej dloniach pojawila sie siatka pelna jablek, ktora z zachecajacym gestem wyciagnela w moja strone. Tak jakby pomoc w wydostaniu sie z Tangshan byla niewystarczajacym dowodem na tutejsza wielkodusznosc. Albowiem tak pozornie banalna czynnosc jak tranzyt pociagowo-autobusowy na chinskiej prowincji czasem okazuje sie wyzwaniem nawet dla tubylcow. Poznana blyskawicznie w pociagu skosnooka wybawicielka okazala nietypowa skutecznosc - juz po tuzinie telefonow, jednej nietrafionej stacji autobusowej i eksorcie taksowka znajdowalam sie w bezposredniaku do Panjiakou a kierowca zostal dokladnie poinstruowany o celu mojej wycieczki (Wielki Mur zatopiony w tamtejszym rezerwuarze), pochodzeniu i ogolnych planach turystycznych dotyczacych Kraju Smoka.&lt;br /&gt;Autobus z wdziecznoscia slonia na lyzwach lawirowal po zakurzonej drodze prowincji Hebei podczas gdy  &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album56/038_G"&gt; CI LU &lt;/a&gt;, ktorego Rong Li wyznaczyla na mojego Aniola Stroza, zabawial mnie informacja na temat lokalnej infrastruktury. Byla to raczej konwersacja z jego telefonem - na  ekranie pojawialy sie coraz to ciekawsze frazy wygenerowane przez komorkowego tlumacza. Naszej chingielszczyznie towarzyszyla intensywna wymiana smsow pomiedzy Ci Lu i jego zona, w efekcie ktorej juz kilka godzin pozniej palaszowalam chinskie pierogi domowej roboty.  Moje umiejetnosci poslugiwania sie paleczkami zostaly poddane probie przez usmiechnieta od ucha do ucha seniorke rodu, ktora wystawiwszy cala zawartosc lodowki na stol, zachecajacym gestem wskazywala kolejne coraz to mniejsze i mniej chwytliwe potrawy. W przeciwienstwie do wiekszosci chinskich jadlodajni sredniej klasy, oferujacych lekkie drewniane patyczki na ktorych nawet ryz sie sam trzyma, domowe sprzety sa bardziej masywne i gladkie i oczywiscie stanowia pewne wyzwanie. Tak wiec dostarczylam swoim gospodarzom nieco rozrywki w postaci nurkujacych w zupie warzyw i talerzowego poscigu za orzeszkiem.&lt;br /&gt;Bliskie spotkania z autochtonami sa w Chinach nieuniknione, chociazby dlatego ze obcokrajowiec to nadal towar bardzo cenny. Nie tylko ze wzgledow ekonomicznych. Najczesciej pojawiajac sie w miejscu niezbyt czesto uczeszczanym przez turystow zza Wielkiego Muru automatycznie dostarcza sie calej lokalnej spolecznosci swietnej rozrywki. Zewszad slychac przeciagle "HELLOOO" i zawsze znajdzie sie jakis lokalny zdolniacha ktory zadziornie zapyta "WHERE ARE YOU FROM?" podczas gdy za plecami slychac radosne okrzyki "Lao Wai!"(obcokrajowiec!). Duze zainteresowanie wzbudza sie rowniez w prowincjonalnych hotelach - najczesciej oznacza to zbiegowisko od managera po sprzataczke sprawiajace wrazenie jakby wlasnie przybyla chinska wycieczka z polskim przewodnikiem, ktory jednak ni w zab nie moze sie dogadac z obsluga. Takie wlasnie zbiorowisko towarzyszylo mojej wizycie w &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album57/061_G"&gt; QING DONGLING &lt;/a&gt; (Grobowce Dynastii Qing) zarowno w lobby jakkolwiek MAO-stylowego hotelu, jak i w jedynej lokalnej jadlodajni. Zmasowany najazd &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album57/088_G"&gt;KELNEREK &lt;/a&gt; w atmosferze pewnej konspiry nie ominal nawet mojego pokoju.&lt;br /&gt;Prywatnosc czy przestrzen osobista to pojecia tutaj bardzo wzgledne i czesto traktowane raczej jako przejaw nieuprzejmosci niz naturalna potrzeba. I tak przyszlo mi przyzwyczaic sie do pociagowych "przytulanek", bezopornego spogladania przez ramie w przewodnik (czasem polaczone z 'pozyczka' co by moc sie blizej przyjrzec) i  niekonczacych sie pytan o moj stan cywilny czy dzieciatosc. Z pewnym oporem, ale w koncu zaakceptowalam fakt, ze w Chinach niemozliwym jest wtopic sie w tlum. Tutaj turysta zawsze bedzie turysta...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.zapraszam do &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery"&gt;GALERII &lt;/a&gt; &lt;br /&gt;nastepnym razem bedzie o Wielkim Murze.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-115563412352065546?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/115563412352065546/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=115563412352065546' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115563412352065546'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115563412352065546'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/08/chinski-charakter.html' title='Chinski charakter'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-115493522451906886</id><published>2006-08-06T23:46:00.000-07:00</published><updated>2006-08-07T01:50:59.500-07:00</updated><title type='text'>chiny bardzo POCIAGajace</title><content type='html'>Podroz tutejsza koleja ma pewne uroki. Po pierwsze szalenstwo dworcow - chrzest bojowy przyszlo mi w tej kwestii przejsc juz w Guanzhou (Kanton). Juz samo kupno biletu to przedsiewziecie wymagajace kilkukrotnego przemierzenia hali rozmiarow londynskiego Heathrow a takze mocnych nerwow i dobrej techniki lokciowej, umozliwiajacej dopchanie sie do jedynego okienka nad ktorym widnieje angielski napis. Rzecz jasna nie jest to gwarancja zastania po drugiej stronie osoby tymze jezykiem wladajacej, co wymaga skomplikowanych pertraktacji i czestych konsultacji z kieszonkowym mandarynskim. Czynnosc ta dodatkowo urozmaicana jest przez tubylcow, ktorzy bezpardonowo wpychaja do okienka banknoty zadajac biletu. Gdy jednak obustronna determinacja przynosi rezultat w postaci rozowej karteczki (na ktorej nota bene jedynie numer pociagu i godzina odjazdu sa jasne) nastepuje jeszcze bardziej ekscytujacy etap faktycznego wsiadania do pociagu. Chinskie dworce moga pomiescic populacje sredniego panstwa europejskiego, co w praktyce oznacza wypelnione po brzegi obladowanymi tobolami ludzi molochy. Pasazerow nigdy nie ubywa, bo gdy jedna masa wylewa sie na peron, kolejna szturmuje juz wejscia poczekalni. Zapowiedz pociagu jest sygnalem do kolejnej rundy lokciowych przepychanek. Chinczycy bowiem wsiadaja tak, jakby mialby to byc ostatni pospieszny opuszczajacy dana stacje kiedykolwiek.&lt;br /&gt;Sama jazda pociagiem to istne party, podczas ktorego prywatne rozmowy przelewaja sie przez wagon, a stewardessy toruja sobie droge okrzykami i lomotaniem w metalowe nogi wozka na ktorym pietrza sie coraz to inne wiktualy. Podczas podrozy mozna rowniez dokonac interesujacych zakupow - szeroki asortyment nader barwnie (piosenka, wierszem, demonstracja) prezentowany jest przez komiwojazerow - tak wiec mozna zaopatrzyc sie w niezniszczalne skarpetki, rozne zmyslne zabaweczki a takze plastykowego amerykanskiego komandosa z werwa czolgajacego sie po stoliku wydajacego przy tym komende "ognia!ognia!" (co najbardziej wstrzasajace efekty przynosi szczegolnie gdzies w okolicach 13 godziny podrozy).&lt;br /&gt;Moja przygoda z Chinskim PKP (?) to trzy dni, trzy pociagi, dwa szare miasta, brak snu i mocno odretwiale konczyny. Poczatkowo perspektywa takiego przedsiewziecia napawala mnie pewna niechecia, ale okazala sie nader bogatym w doswiadczenia wydarzeniem. Gdyby wiec nie to, ze informacja w Hong Kongu podala mi zly dzien odjazdu bezposredniaka do Szanghaju i ze i tak nie bylo miejsc na kolejny tydzien nie odwiedzilabym &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album45/Trip_005"&gt;GROBOWCA&lt;/a&gt; cesarza dynastii Han w Kantonie,nie wspielabym sie na siedmiopietrowa&lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album45/Trip_043"&gt;PAGODE&lt;/a&gt;, nie podgladalabym wieczornych turniejow badmintona na kantonskiej wyspie Shamian, nie poznalabym czterech mlodych chinczykow, ktorym obiecalam znalezc w Polsce narzeczone, i nie sprobowalabym prawdziwie chinskiego sniadania za jedyne 10 Yuanow(1 Euro,wszystko z ryzu) w Nanchang.&lt;br /&gt;Tak wiec to nie koniec kolejowych przygod.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-115493522451906886?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/115493522451906886/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=115493522451906886' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115493522451906886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115493522451906886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/08/chiny-bardzo-pociagajace.html' title='chiny bardzo POCIAGajace'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-115390668075995097</id><published>2006-07-26T02:11:00.000-07:00</published><updated>2006-08-11T06:26:16.066-07:00</updated><title type='text'>cing ciang ciong in hong kong</title><content type='html'>Kopi uocz? kopi hanbak madm? hir, kopi baj kopi (copy watch, copy handbag madam? here copy buy copy) - biznes markowych podrobek kreci sie w Hong Kongu niezle , czego efekt widze na nadgarstkach wspolmieszkancow hostelowego pokoju w postaci poblyskujacego Rolexa (dla brata, ale trzeba przetestowac jak sie nosi). Hong Kong Kowloon to miejsce gdzie wschod glaszcze stopy zachodu, blichtr mekki zakupowej czolowo zderza sie z obskura i smrodem waskich zaulkow, gdzie jednak wszyscy tak samo poca sie w sztywno-goracym powietrzu tutejszego lata.&lt;br /&gt;Wielkie metropolie na ogol wstydliwie staraja sie ukryc swoje smrodliwe wnetrze. &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album44/043_G"&gt;KOWLOON&lt;/a&gt; jednak obnaza sie bezwstydnie. Jedno spojrzenie w gore wystarczy, by odleciec w przytlaczajaca szarosc obskurnych wiezowcow, jeden wolniejszy krok, a juz mozna znalezc sie wsrod biedoty bocznej uliczki. To miejsce zyje w rytmie zakupowego walca: raz, dwa, trzy, kupuj ty. Blyszcza komorki, klekocza klawiatury komputerow, pstrykaja cudenka fotograficzne. Trudno oprzec sie pokusie. Presja tlumu jest ogromna, wiec po dwoch dniach kapituluje, dobijam targu z zadziornym sklepikarzem i jeszcze tego samego wieczoru pstrykam foty moim nowym cackiem.&lt;br /&gt;Pierwsze spojrzenie na panstwo srodka przez pryzmat  &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album44/022_G"&gt;HONG KONGU&lt;/a&gt; daje szanse lagodnego przejscia w tutejsza rzeczywistosc jako ze blizsze obcowanie z tutejszym wnetrzem skutecznie zaklocone jest przez gwar ulicy i konsumpcyjny ped. Dlatego tez dosc szybko nadszedl czas, gdy masowosc miejsca zaczela mnie przytlaczac i nie pozostalo nic innego, jak wyruszyc na polnoc, co zdawalo sie byc dosc nieskomplikowanym przedsiewzieciem. Po prostu kupic bilet na pociag relacji Hong Kong - Szanghaj, zaopatrzyc sie w wystarczajaca ilosc literatury na 24 godzinna podroz, rozlozyc sie na kuszetkowej pryczy i cierpliwie wygladac drapaczy chmur na horyzoncie. Rzeczy latwe maja jednak to do siebie, ze czesto sa jedynie pozorami, ktorych rzeczywista forma opiera sie na zbiegu okolicznosci. W moim przypadku podroz do Szanghaju okazala sie trzydniowa lekcja cierpliwosci...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-115390668075995097?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/115390668075995097/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=115390668075995097' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115390668075995097'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115390668075995097'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/07/cing-ciang-ciong-in-hong-kong.html' title='cing ciang ciong in hong kong'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-115323915608086201</id><published>2006-07-18T08:58:00.000-07:00</published><updated>2006-07-18T13:23:21.186-07:00</updated><title type='text'>CZA...CZA...czajna?</title><content type='html'>ziemia, głowa, czas i przestrzeń, słońce i księżyc, życie, a nawet uśmiech - wszystko zdaje się być w swej istocie (o)krągłe. rzeczy i zdarzenia są ciągłe nawet jeśli pozornie dzieją się raz. ale nawet gdy krążymy, nigdy nie po tej samej ścieżce, panta rei. idea jest ta sama, inne są okoliczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zatem mi się też zdarza kółko dopełnić, a jednocześnie rozpocząć je na nowo. zaczęło się od Nowej Zelandii i na niej się kończy (jak na razie :-)). tym razem jednak, z kalendarzowym rokiem w kieszeni, będę się jej przyglądać z okna uniwersytetu. wszystko to uświadamia mi, jak bardzo niebezpieczne bywają głupiutkie pomysły :-) raz się taki  przeciśnie  w formie  ulotnej myśli, nie sposób się go pozbyć. przeinacza się on w tępy, nieczuły na rozumowanie punkt, który regularnie zatacza coraz szersze kręgi w głowie. na przykład taka CZA-CZA (CZajna CZalendż). jedno miejsce. chiny. dwa słowa. wielki mur. jedna niewinna czynność. bieganie. rezultat? nie wiem jeszcze sama co czynię, ale przyjdzie mi przekonać się jak daleko zabiec potrafię, jak bardzo się będę frustrować brakiem podstawowego chociaż chińskiego, jaki ze mnie faktyczny twardziel(ka) i jak wiele kontroli nad swoim życiem jestem w stanie poświęcić dla przygody.&lt;br /&gt;na teraz to wszystko zgadywanki. za dwa dni to wszystko się będzie działo.&lt;br /&gt;hej ho!&lt;br /&gt;wiem jak to strasznie naiwnie/oczywiście/nudno i oklepanie brzmi ale:&lt;br /&gt;UWIELBIAM BYĆ W DRODZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I TAK oto WSKRZESZAM wordsaround.&lt;br /&gt;(wskrzesz!, wskrzesz!)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-115323915608086201?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/115323915608086201/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=115323915608086201' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115323915608086201'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/115323915608086201'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2006/07/czaczaczajna.html' title='CZA...CZA...czajna?'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-112705290128629012</id><published>2005-09-18T06:30:00.000-07:00</published><updated>2005-09-18T07:15:01.310-07:00</updated><title type='text'>w trybie warunkowym</title><content type='html'>to byla dluga i krotka podroz za razem. dluga w sensie odkryc, krotka bo dobry czas szybko mija.&lt;br /&gt;podroz taka jak ta zawsze pozostawi niedosyt, na mentalnej mapie zaczynaja pojawiac sie nowe geograficzne rarytasy...a gdy sie juz raz przebylo na druga strone swiata nigdzie juz nie jest za daleko. duzy i maly krok za razem, sprawia ze swiat nagle staje sie ogromny i absorbujacy, i nawet dlugowiecznosc nie gwarantuje globtroterskiej satysfakcji. a gdy juz raz swiat sie zacznie w glowie rozpychac, staje sie on niewyczerpalnym zrodlem mozliwosci. &lt;br /&gt;a mozliwosci z natury sa warunkowe. pelno w nich JESLI i GDYBY, jedna rzecz napedza druga i tak dalej.&lt;br /&gt;i w takim wlasnie znajduje sie obecnie stanie.bardzo wiele gdybania bardzo malo pewnikow. dlatego moze najchetniej zamienilabym JESLI na KIEDY. i moze dlatego tez udaje sie z powrotem na Jersey by wyrabiac niewolnicza norme za funta. a wszystko w imie CHCIEC TO MIEC.&lt;br /&gt;czego chce? wrocic do Nowej Zelandii. jeszcze zanim z niej wyjechalam juz tam chcialam byc z powrotem. tak wiec nie bedzie tryumfalnego powrotu (!?) i ludowego zespolu z chlebem i sola. nie bedzie tez jeszcze naukowo sugestywnego MGR przy imieniu. eskapadyczne swedzenie podnoza takze bedzie musialo poczekac.&lt;br /&gt;nierealne. glupie. nieodpowiedzialne. dziecinne. byc moze.&lt;br /&gt;ale wole sprobowac niz zalowac ze nie sprobowalam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;z checia podzielilabym sie jeszcze kilkoma wiekopomnymi myslami ale chyba zweszylam przesyt. i macie racie, czas przestac gadac i zaczac dzialac mowiac do widzenia antypodom. do zobaczenia w przyszlym roku.&lt;br /&gt;tym optymistycznym akcentem zabieram sie do pracy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-112705290128629012?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/112705290128629012/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=112705290128629012' title='3 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112705290128629012'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112705290128629012'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/09/w-trybie-warunkowym.html' title='w trybie warunkowym'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-112567084771911114</id><published>2005-09-02T06:35:00.000-07:00</published><updated>2005-09-02T07:20:47.746-07:00</updated><title type='text'>na wyBIEGU</title><content type='html'>no wiec wlasnie. jestem na wyBIEGU. niestety, dla tych ktorzy z wielka checia ujrzeliby mnie  baraszkujaca wsrod przedstawicieli naczelnych w oliwskiej malpiarni, niestety jeszcze nie podpisalam lukratywnego kontraktu z dyrektorem tamtejszego zoo. nie bedzie mnie takze widac na fashion channel obok dlugonogich wieszakow ze wzgledu na skrzyzowanie deficytu wertykalnego z nadwyzka horyzontalna. z pewnoscia jednak wyBIEGLAM swoje ostatniej niedzieli.&lt;br /&gt;nie to zebym sie chciala przechwalac swoja krzepa. czy zebym prezyla sie dumy z powodu uczestniczenia w moim pierwszym prawdziwie-na-czas wyscigu. no ale z drugiej strony falszywa skromnosc nie pozwala mi nie wspomniec o kilku powodach do dumy: a/ dotarcia do finiszu b/ uczynienia powyzszego pomimo pogody c/ checi na wiecej.&lt;br /&gt;ale o czym ja mamrocze, zapytacie. ano o &lt;a href="http://www.activ.asn.au/1/20/2/History__R.pm" &gt;CITY TO SURF &lt;/a&gt; jednej z najwiekszych imprez sportowo-charytatywnych na poludniowej polkuli, przyciagajacej co najmniej 26 tysiecy ludzia gotowego sie nieco spocic na szczytny cel. koniecznosc dla mnie jako ze od prawie dwoch miesiecy tkne w perth usilnie probujac zachowac resztki mozgowia multidyscyplinarna amatorszczyzna w adkach, czepku i na rowerze. od dzis imie me zawodowa AMATORKA.&lt;br /&gt;tak wiec przygrzalam silniki na starcie z miekkim ladowaniem na finiszu. a wszystko dla kilku ulotnych chwil tryumfu upajania sie swym &lt;a href="http://www.enteronline.com.au/results/results.asp?Pg=9&amp;DB=05perth&amp;RWPageSize=20&amp;Event=12km&amp;Grade=F1929&amp;SortOrder=Place"&gt;IMIENIEM&lt;/a&gt; posrod tysiecy innych. yeah.&lt;br /&gt;tak czy siak najpewniej osobiscie zaPOBIEGNE wyBIEGOWYM przeBIEGOM gdyz juz niedlugo mam zamiar lotnicza przebiezka udac sie z powrotem w ramiona matki europy.&lt;br /&gt;a co potem? kto wie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-112567084771911114?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/112567084771911114/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=112567084771911114' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112567084771911114'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112567084771911114'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/09/na-wybiegu.html' title='na wyBIEGU'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-112203753833007956</id><published>2005-07-22T05:33:00.000-07:00</published><updated>2005-07-22T06:09:59.436-07:00</updated><title type='text'>Trzy kaleki i syrena</title><content type='html'>Najpierw  &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album42/102_0710_2_003"&gt;SYRENA&lt;/a&gt; – wyjaca, zarlaczna i spiaca z przerwami na bezzebny grymas w rodzaju usmiechu, przewracajaca swiat do gory nogami dwom kalekom – ojcu o nadwyrezonym plecu i poszatkowanej w brzuchu mamie :-). Trzecia kaleka jest w trakcie kuracji po nieuniknionej randce z dentysta. A sceneria nie moglaby byc lepsza. Zima w Perth.&lt;br /&gt;Tak wiec to juz dwa tygodnie odkad przelecialam na zachodnie wybrzeze pocwiczyc sie w wykwintnej sztuce bycia przykladna ciocia. No i jak na razie zaliczylabym sobie kilka z obowiazkowych przedmiotow matczynej (nie)doli – pieluchozmiana, obsciski i tulance, glupiomowki, glupiolysanki a takze szeroka gama skretow i hustancow z ladunkiem Soficznym nadal jakze obudzonym...i musze przyznac ze ze szczera checia jeszcze poczekam na swoja kolej...&lt;br /&gt;Nagla i drastyczna byla to przemiana z samotnie podrozujacego cyklopa w udomowiona pociotke. Milo miec wlasny pokoj, kuchnie i lazienke. Ale cena takiego luksusu jest niestety wysoka – rutyna jakze bardzo przypominajaca codziennosc, brak smiejacych sie nad glowa kukabar, poczucie zarzucenia kotwicy, te same twarze te same miejsca, no i najwiekszy wrog wszystkiego – wlasna prywatna nuda przyczajona za plecami.&lt;br /&gt;Nadal jednak staram sie pokrecic tu i tam. Znow namietnie plywam i poczynam nowy typ eksploracji biegnaco-cyklujacej. A pozatym powoli podejmuje kolejne wyzwania (na razie jeszcze w glowie) na po-powrocie...no i nadal gleboko wierze, ze jesli sie czegos naprawde bardzo bardzo chce, to sie uda. A jezeli czasem wydaje sie byc zbyt wysoko zeby dosiegnac to byc moze trzeba troche sie bardziej ponaprezac...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-112203753833007956?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/112203753833007956/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=112203753833007956' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112203753833007956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112203753833007956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/07/trzy-kaleki-i-syrena.html' title='Trzy kaleki i syrena'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-112009382064525364</id><published>2005-06-29T18:03:00.000-07:00</published><updated>2005-06-30T18:13:50.243-07:00</updated><title type='text'>podwodna powodz</title><content type='html'>deszcz.&lt;br /&gt;nie kapusniak ani przelotny prysznic.&lt;br /&gt;deszcz. najprawdziwdza ulewa bez przerwy. dzien w dzien przez ostatni tydzien.&lt;br /&gt;obija sie o dachy, namioty, glowy, drzewa, ulice, samochody.&lt;br /&gt;w myslach, glowach, konwersacjach. wszedobylski deszcz.&lt;br /&gt;codziennie kladziemy sie spac z nadzieja ze przestanie padac. ale tak sie nie dzieje.&lt;br /&gt;a dzis, jakby zmierzajac do wielkiego finalu, po dlugim crescendo, nadeszla          &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album38"&gt; POWODZ&lt;/a&gt; .&lt;br /&gt;nie ma juz campingu, jest tylko woda. namioty i rzeczy bezsilnie unoszace sie na powierzchni wody. male dramaty przemoczonych aparatow, ubran i braku snu. ludzie smiejacy sie, ludzie placzacy. chaos.&lt;br /&gt;a wszystko to przy nieprzerwanym akompaniamencie deszczu obijajacego sie o dachy, namioty, glowy, drzewa, ulice, samochody...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-112009382064525364?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/112009382064525364/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=112009382064525364' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112009382064525364'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/112009382064525364'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/06/podwodna-powodz.html' title='podwodna powodz'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111967512519553286</id><published>2005-06-17T21:21:00.000-07:00</published><updated>2005-06-24T21:52:05.200-07:00</updated><title type='text'>mysli kilka z byron bay</title><content type='html'>podrozowanie to nie zawsze bezchmurne niebo pod ktorym czas plynie szybko i beztrosko. to nie zawsze pomocni tubylcy i wywolujace usmiech na twarzy zdarzenia. czasem 'przygoda' staje sie utrapieniem. puchnaca frustracja tego mniej-niz-ok dnia sprawia ze nagle zdajemy sobie sprawe ze podroz moze okazac sie ta nieszczesna alternatywa ktorej wcale nie pozadamy.&lt;br /&gt;co zatem moze sie stac z dniem rozpoczetym deszczem, kolejna monotonna miska owsianki i dwiema czarnymi papugami skrzeczacymi swe przeszywajace pozdrowienia gdy je mijam na rowerze? jedna, dwie, piec gum zlapanych zaledwie 20km od startu, kierowca pelnego pieniedzy vana, podczas gdy portfel moj cierpi na mamonowa susze, ktory litosciwie podrzuca mnie ku cywilizacji. kolejna guma, gdy w desperackim akcie dotarcia gdziekolwiek pomimo dotychczasowych niepowodzen. i gdy w koncu sie poddaje i postanawiam wspomoc sie pociagiem, ten spoznia sie na tyle znaczaco, by przeciagnac oczekiwanie na wyludnialej zimnej stacji w wiecznosc. wiec gdy wreszcie gdzies docieram tylko po to by zobaczyc tylne swiatla hostelowego busa znikajace w ciemnosci najprawdopodobniej jestem na skraju szalenstwa...&lt;br /&gt;to byl wtorek, dzien w ktorym licznik wskazal pierwsze trzy zera przepedalowane w australii. po tysiacu kilometrow zasluzylam na odpoczynek, ktory wypadl akurat Byron Bay - miejsce zderzenia hipisa z yuppisem, gdzie nawet psy sie uczy serfowac i po serii warsztatow jogi, medytacji i masazu wypada cos skonsumawac w veganskiej wegetarianskiej kafejce w towarzystwie zdredowanych tubylcow i lekko upalonych przedstawicieli wspolczesnej wersji pokolenia flower-power.&lt;br /&gt;co zatem tutaj robie?&lt;br /&gt;przede wszystkim, nabieram dystansu. pozatym - podejmuje nieporadne proby surfowania (nadal mi jednak daleko nawet do poczatkujacego kundla), poszerzam horyzont swej cyklistycznej opalenizny (czyli od kolan w dol :-)), podgladam migrujace na polnoc wieloryby (ciekawam, kto dotrze tam pierwszy...), zaglebiam sie w przeciaglych konwersacjach o przedziwnych konkluzjach, uzywam w szaradach w deszczowa niedziele...&lt;br /&gt;jednym slowem daje sobie szanse zniecierpliwic sie ponownie, co zapewne stanie sie juz bardzo niedlugo...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111967512519553286?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111967512519553286/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111967512519553286' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111967512519553286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111967512519553286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/06/mysli-kilka-z-byron-bay.html' title='mysli kilka z byron bay'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111914230624885814</id><published>2005-06-09T17:38:00.000-07:00</published><updated>2005-06-18T17:53:19.196-07:00</updated><title type='text'>ozz pozz ku polnocy. sydney - port macquire</title><content type='html'>oszalalas?&lt;br /&gt;to najczesciej slyszany przeze mnie komentarz podczas rowerowej rozgrzewki po australii. rzecz jasna, dwa kola i pedaly nie jest zestawem gwarantujacym najwieksza wydajnosc jesli chodzi o poruszanie sie po kangurzym landzie. nic dziwnego, po pieciu dniach nieustannego cyklowania przemiescilam sie zaledwie kilka centymetrow na mapie! frustrujace? demoralizujace? demotywujace? a co ze sceneria? jak dotychczas - busz, busz, busz, busz, kangurze trupki na poboczu, busz...&lt;br /&gt;mimo to jakims cudem nadal mi sie podoba. budze sie codziennie i nadal to lubie. nawet z ta bezmiernie monotonna sceneria, wybornie cuchnacymi resztkami zwierzecego pecha na drodze i kierowcami pick-upow ktorzy plasuja sie w kategorii mniej niz przecietnie tolerancyjnej.&lt;br /&gt;tak wiec kazdy dzien to nie tyle fizyczne, ale przede wszystkim mentalne wyzwanie - spozycia kolejnej michy owsianki, zduszenia w sobie tesknoty za pagorami (owszem, australia to wyjatkowo plaski twor). no i ta deczaca mysl ze polnoc jest nadal calkiem daleko.&lt;br /&gt;no ale czasem zdarza sie dzien jak dzis.&lt;br /&gt;goracy prysznic. lozko. truskawki i pomarancze. i na deser pierwszy napotkany tutaj cyklista amerykansko-koreanskiego pochodzenia (50kg ladunku!)do podzielenia sie wrazeniami. taki luksus wystarczy na kolejny tydzien...a z poczestunkiem w postaci plastra kangurzego miesicha (jakze ciagniste, jakze bardzo ostatni kawalek kiedykolkwiek) moze i dluzej...&lt;br /&gt;dawaj naprzod - to moja mantra&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111914230624885814?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111914230624885814/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111914230624885814' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111914230624885814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111914230624885814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/06/ozz-pozz-ku-polnocy-sydney-port.html' title='ozz pozz ku polnocy. sydney - port macquire'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111767638490785659</id><published>2005-06-01T18:18:00.000-07:00</published><updated>2005-06-01T18:39:44.910-07:00</updated><title type='text'>codow-nie sydney</title><content type='html'>Pierwsze australijskie przezycie? rosyjski emigrant w roli kierowcy busa o wdziecznym i mieniu BORYS. tak bardzo wschodnioeuropejski, fajka za fajka plus komora dumnie sterczaca z kieszeni koszuli. agresywnie wskazujacy palec z pytaniem:'and you? your name?'z tym dziwnie znajomo brzmiacym akcentem.&lt;br /&gt;a potem? tokyo village. niemiecki hostel pelen japonczykow. prawdopodobnie jestem jedyna bez skosnych oczu. pogodny humor tego miejsca powinien byc zarazliwy.&lt;br /&gt;a na koniec samo serce kosmopolitycznego giganta, ikony, opera, most widziane z dwukolowej perspektywy. jedyny sposob na docenienie sydney to na rowerze (jezeli jest cokolwiek doceniac...) masywne betonowe giganty, nieprzerwany strumien ludzi i samochodow, podejzane ulicznki przedmiesc...wszystko to zmusza mnie do jednego - UCIECZKI - od podstarzalego aborygena z niechlujnie obsmarowanym biala farba cialem imitujacym tradycyjne malunki, siedzacym bezczynnie na przystani - podroba?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111767638490785659?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111767638490785659/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111767638490785659' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111767638490785659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111767638490785659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/06/codow-nie-sydney.html' title='codow-nie sydney'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111715934102898010</id><published>2005-05-26T18:52:00.000-07:00</published><updated>2005-05-26T19:03:00.710-07:00</updated><title type='text'>kiwi pozegnanie</title><content type='html'>Moje mozgowie pracuje w trybie podobnym do GPS – dziala w miare poprawnie jedynie w ruchu. Tak wiec gdy znow przyszlo mi przemierzyc ciesnine Cooka, nieodwracalnie blisko znalazlam sie pozegnania miejsca ktore faszerowalo mnie przez pol roku fantastyczna przygoda, swym szczodrym charakterem rozpuszczajac mnie jak bezpanski bicz – tak niewiele wysilku wystarczy wlozyc w doswiadczenie tego miejsca, by w zamian otrzymac wiecej, niz jest sie w stanie przetrawic. &lt;br /&gt;Auckland to miejsce, w ktorym wyobcowanie jest wszedzie, niezaleznie od tego, skad sie przybylo. ciagly pospiech ludzi skoncentrowanych na sobie, mrowisko pracoholikow. jednoczesnie jest to najczesciej pierwsze kiwi przezycie dla wszelkiej masy turystow przybywajacych do nowej zelandii. pamietam ten delikatny szok gdy zaraz po przylocie wdrapalam sie na wulkan w samym srodku miasta (sa one tutaj wszedzie, wyskakuja jak pryszcze gdziekolwiek spojrzec). pamietam jak bardzo nie moglam sie doczekac az wydostane sie z tego miejsca, jak niecierpliwie wyglodniale byly moje wizje podrozy po tym kraju. i pomimo ze oczekiwania rozdely sie do monstrualnytch rozmiarow, nowa zelandia nadal zdolala byc zaskakujaca (tak jak jej warunki atmosferyczne).&lt;br /&gt;Raz jeszcze przygladam sie mapie by zajeczec w myslach jak wiele nie udalo mi sie zobaczyc i przezyc. nowa zelandia, rozmiarami bliska przecietnemu europejskiemu panstwu, wydaje sie byc tym wielkim Poludniowym Kontynentem poszukiwanym przez tych, ktorzy pierwsi przemiezyli wody Poludniowej Polkuli, a ktory w zamysle mial rownowazyc ziemska mase. I z pewnoscia takowym jest w sensie intensywnosci natury, piekna i skrywanej przez nia tajemnicy. dlugie zycie moze byc niewystarczajace, by w calosci doswiadczyc nowa zelandie. Szczerze mowiac, nie mialabym nic przeciwko spedzeniu mojego czyniac powyzsze...&lt;br /&gt;Ale tymczasem nowa przygoda czeka na mnie za rogiem. Mam nadzieje ze juz niedlugo kurz Australijskiego odludzia pokryje moj rower...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111715934102898010?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111715934102898010/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111715934102898010' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111715934102898010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111715934102898010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/05/kiwi-pozegnanie.html' title='kiwi pozegnanie'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111536100626710622</id><published>2005-05-05T23:14:00.000-07:00</published><updated>2005-05-05T23:30:06.300-07:00</updated><title type='text'>jesien w wonderlandzie</title><content type='html'>to nie ja znalazlam &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album26" &gt; LUCINDE &lt;/a&gt;. to ona znalazla mnie gdy to sobie pedalowalam dookola polwyspu otago, podczas jednodniowego wyskoku z dunedin do kolonii albatrosow, gdzie mozna sobie podgladnac mlode albatrosiska (rozmiarow kosza na pranie!). no i wlasnie tam, gapiac sie na mnie ze sklepnowej polki, lucinda mnie dopadla. i jak tu nie wcisnac jej bylo za pazuche i w droge? przynajmniej choc jedna kiwi owca zobaczy w zyciu cos wiecej niz przejezdzajace samochody i trawe :-)&lt;br /&gt;tak czy siak, nawet powatpiewajac w sens pedalowania dalej, uderzylam znow w droge. no i w chwili gdy wspielam sie na pierwszy pagor, kopletnie zapomnialam skad te watpliwosci...to doprawdy uzlalezniajace uczucie sukcesu i satysfakcji...&lt;br /&gt;i tak  skrecilam w glab ladu i przez dwa dni udalo mi sie dosc skutecznie cycklowac pod wiatr, przeklinajac soczyscie, jakby mialo pomoc... ale dzieki temu zdolalam odswiezyc moja nieco przyrdzewiala kolekcje polskich @#@%@^!? i *$%#%#@@!!! :-)))&lt;br /&gt;no i gdy tak sie zblizalam do mt cook, kolega pedalista wyscigowiec mnie dogonil, wiec ambitnie dotrzymalam mu tempa gdy tak sobie cyklowalismy i gaworzylismy. ale chwile po tym jak kolega przyspieszyl zostawiajac mnie w tyle, zlapalam gume! tym razem jednak to byla nieciekawa sprawa. udalo mi sie zaliczyc dosc pokazna dziure w oponie, ktora oparla sie wszelkim amatorskim probom podratowania sytuacji za pomoca tasmy. no coz, pomyslalam, i wskoczylam do autobusu. amatorka, pomyslicie. ale po dwoch miesiacach zaczynam czuc zmeczenie. niekoniecznie fizyczne. zasoby motywacji ktore trzeba z siebie wydobyc niestety maja swoj limit...&lt;br /&gt;tak wiec po dwoch dniach w christchurch, reanimujac rower i przelykajac smog...wskoczylam do pociagu. owszem. potrzebowalam zmiany jak nic. i okazalo sie to zbawiennym posunieciem! juz nie moge sie doczekac az jutro wskocze na rower i popedaluje na polnoc, wielki final poludniowej wyspy wzdluz wybrzeza...&lt;br /&gt;ale zanim to nastapi, ostatnia dzikozwierzowa misja nie mogla mi ujsc plazem - tym razem byly to &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album29/P1020378"&gt;DOLFINY&lt;/a&gt;. ale to juz inna historia i worek pelen mysli...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111536100626710622?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111536100626710622/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111536100626710622' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111536100626710622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111536100626710622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/05/jesien-w-wonderlandzie.html' title='jesien w wonderlandzie'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111457981268608278</id><published>2005-04-26T22:07:00.000-07:00</published><updated>2005-04-26T22:30:12.686-07:00</updated><title type='text'>kiwiszon</title><content type='html'>pajeczyny obsciskujace rower to byl znak ze najwyzszy czas opuscic fiordland. tak wiec zaladowalam bagaz, pozegnalam gospodarzy barnyard backpackers i uderzylam w trase, tym razem z nadzieja na nieco przygody cyklujac w okolicach doubtful sound. dlugasna i stroma wspinka po zuzlowej drodze i wskok na przelecz z rowerem na plecach brzmialy bardzo obiecujaco, wiec gdy slonce powoli zaczelo topniec, odbilam od kursu prosto w pustke borland road...niestety, pogoda sie na mnie uwziela. nastepnego ranka armia sinych chmurzysk ledwo co sie trzymala nieba, a swiezy mroz oblepial szyby. tak wiec zamiast gorskiego wyzwania postanowilam pobic rekord dystansowy cyklujac az do invercargill (150km!), ponurego przemyslowca o kwadratowym sercu. &lt;br /&gt;no i wtedy to wlasnie dopadl mnie kiwiszon czyli obsesja na punkcie kiwi - nie ma lepszego miejsca na bliskie spotkania niz stewart island, wiec nie myslac zbyt wiele wskoczylam do samolotu o gabarytach puszki sardynek a nastepnie galopem przemierzylam zatoke w wodnej taxi, istne rodeo z ogromniastymi falami, &lt;br /&gt;gotowa do akcji zapoznania sie osobiscie z prawdziwym dzikim moim wlasnym kiwi...niecala dobe pozniej, po nocy spedzonej na nasluchiwaniu skrzeczacych odglosow i przebiezce po okolicy w totalnych ciemnosciach musialam skapitulowac. no i oczywiscie gdy sie tego najmniej spodziewalam... oto sie wynuzylo! najprawdziwsze dzikie &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album22/P1020269"&gt; KIWI &lt;/a&gt;!&lt;br /&gt;hurra! z tryumfem na twarzy czem predzej przeskoczylam z powrotem do invercargill tylko po to by inni pasjonaci tego gatunku mogli zieleniec z zazdrosci hehe.&lt;br /&gt;jedna misja goni druga, i tak juz niedlugo potem pedalowalam po okolicy zwanej the catlins, z szalonym wiatrem pchajacym mnie w kierunku calej masy morskich atrakcji. pogoda jednak zastosowala pauze regularnie bombardujac okolice sniegiem i gradem. gdy jednak niebo ruszylo nieco z produkcja slonca, wskoczylam znow na rower i ... juz niedlugo potem dopadl mnie calodniowe gradobicie. ale warto bylo. juz nastepnego ranka moglam odhaczyc kolejna misje - przesmieszna &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album24/P1020312"&gt; FOKE&lt;/a&gt; rozrabiajaca na plazy i pozujaca do zdjec jak profesjonalny model. &lt;br /&gt;dni robia sie coraz krotsze i zimno przenika coraz bardziej w chlodna jesien. w myslach juz wygrzewam sie na plazy w australii...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111457981268608278?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111457981268608278/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111457981268608278' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111457981268608278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111457981268608278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/04/kiwiszon.html' title='kiwiszon'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111363593039104103</id><published>2005-04-16T00:00:00.000-07:00</published><updated>2005-04-16T00:18:50.393-07:00</updated><title type='text'>cuda milford</title><content type='html'>stoje sobie przy drodze na trasie do milford sound, ociekajaca potem i nadal oszolomiona tym co zobaczylam z przeleczy nad dolina gertrudy, nurkujac w moim plecaku z nadzieja na zalapanie stopa z powrotem do te anau. robi sie pozno i wiecej jest wokol zwierzyny wszelkiego rodzaju niz samochodow. po dziesieciominutowej kompletnej drogowej ciszy, nagle zza zakretu wylaniaja sie dwa wehikuly! ale moje gorne konczyny sa bardzo zajete wykopywaniem kawalka polara bo marzne, wiec musze zrezygnowac. ale i tak sie zatrzymuja, co sprawia ze znow w myslach prawie nowozelandczykom komplementy. lecz zamiast zaoferowac mi miejsce w cieplym czterosladzie, z samochodow wyskakuje dyskusja...po POLSKU! w pierwszej chwili nie bylam pewna jakiego jezyka przyszlo mi sluchac, ale nagle mnie oswiecilo - po pieciu miesiacach w nowej zelandii z marnymi sladami polakow...trafilo mi sie szescioro naraz! posrodku tak zwanego nigdzie. zaczelam sie histerycznie trzasc w spazmach niekontrolowanego rechotu i gdy towarzystwo zaczelo spogladac na mnie z niejakim niepokojem, w koncu przemowilam: ALE JAJA!&lt;br /&gt;to byl jeden z najniezwyklejszych dni tutaj...takie dni przychodza bez ostrzezenia. po prostu sie dzieja. nabralam pewnosci ze doswiadczylam go w pelni po wdrapaniu sie na siodlo gertrudy gdzie natura poblogoslawila mnie tym niesamowitym widokiem &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album21/nz_129"&gt; MILFORD SOUND &lt;/a&gt; w ktory doslownie wsiaklam. stalam tak tam przez prawie pol godziny, caly ten cud majac dla siebie na wylacznosc, myslac jaka ze mnie farciara ze jestem wlasnie w tym miejscu.&lt;br /&gt;i wtedy, gdy paplalam lamana polszczyzna przy drodze, z zakretu wylonil sie kolejny samochod, tym razem ze znajomymi z hostelu, ktorzy podwiezli mnie prosto do pokoju! po prostu doskonale.&lt;br /&gt;ale to nie wszystko. nalesniki wyszly mi lepsze niz zazwyczaj. no i te noc spedzilam w towarzystwie...hostelowej kotki, ktora umruczala mnie do snu. czego wiecej moglabym chciec zeby czuc sie jak prawdziwy czempion? :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111363593039104103?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111363593039104103/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111363593039104103' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111363593039104103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111363593039104103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/04/cuda-milford.html' title='cuda milford'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111328656746035437</id><published>2005-04-11T22:52:00.000-07:00</published><updated>2005-04-11T23:16:07.463-07:00</updated><title type='text'>wyzwanie z keplerem w tle</title><content type='html'>bola mnie stopy, znaczy sie NAPRAWDE mnie bola. w koncu pogoda zeszla na psy, i bez nadziei na piekne widoki z wierchow nadal mialam zamiar wycisnac ze szlaku keplera jak najwiecej, wiec nawet jesli by mnie zdyskwalifikowali z &lt;a href= "http://www.keplerchallenge.co.nz/"&gt; KEPLER CHALLENGE &lt;/a&gt; (pokonanie trasy zajelo mi nieco ponad 12h), od czegos trzeba zaczac, prawda? tak wiec zalapalam sie na wschod slonca w towarzystwie zabawnych papug &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album17/nz_020"&gt; KEA &lt;/a&gt; rozrabiajacych dookola i wystartowalam z nadzieja na ulamek widoczka ze szczytu. coz, tego dnia bardziej podreczna okazala sie &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album19/nz_095" &gt;WYOBRAZNIA &lt;/a&gt; niz oczy, ale z kazda nanosekunda gdy chmury nieco sie podniosly, mialam wrazenie ze natura odkrywa przede mna ulamek tajemnicy tego miejsca...&lt;br /&gt;no i pomimo ze przez ostatnia godzine bieglam, nadal udalo mi sie spoznic na ostatni autobus. lecz znow, moja ambicja zostania prawdziwa TWARDZIELKA powstrzymala mnie przed zlapaniem stopa.:-)&lt;br /&gt;jezeli chodzi o widoki jednak, szlak zwany rees-dart dokonany jakis tydzien temu to kompletnie inna historia...a wszystko sie zaczelo w glenorchy, w marnawej kuchni campingowej, gdzie danym mi bylo sie zaznajomic z dwoma izraelskimi podroznikami. coz, zycie to bledne kolo a niektorzy nawet twierdza ze jesli nie trafila do nas lekcja ktorej mielismy sie nauczyc, to bedzie sie ona odbijac jak czkawka. tak...od momentu gdy wsiadlam do samochodu z bliskowschodnimi kompanami, ktorzy zaoferowali sie mnie podrzucic na szlak, wiedzialam ze czeka mnie kolejny lancuch glupawych przygod...(dla niewtajemniczonych - moja zeszloroczna wyprawa australijska w towarzystwie dwoch izraelczykow byla codzienna karuzela 'cos poszlo nie tak jak trzeba'):-)))... no i oczywiscie juz w drodze na szlak sie zgubilismy! hahah. i mimo ze &lt;a href= "http://kusmiera.bohater.net/gallery/album17/nz_047"&gt; AFIK i NOAM &lt;/a&gt; bardzo usilnie sie starali, moja teoria odnosnie ichniego poczucia czasu czyli 'nic nie dzieje sie od razu' okazala sie nad wyraz trafna :-). tak czy siak, to byl swietny czterodniowy trek z pieknymi widokami na mt aspiring (znow!) z przeleczy cascade, zabawnymi i ciekawskimi papugami kea zaczepnie oblatujacymi nas na szlaku, no i wieczorami wypelnionymi zacieklymi dysputami.&lt;br /&gt;a teraz, rozpieszczajac sie kawalkiem przepysznie przeslodkiej czekolady ktora roztapia sie na jezyku, daje wypoczac stopom w poblizu te anau, w hostelu zwanym 'stodola' (!?), spokojnej i cichej farmie z oniesmielajacym widokiem na fiordy i beczacymi reniferami pod oknem. mocno juz zdazylam zatesknic za pedalowaniem (ponad tydzien przerwy!) tak wiec niedlugo ruszam na wschod. moje dni w nowej zelandii, choc powoli, i przedluzone, dobiegaja konca...jesien rdzewieje dookola i moczy coraz bardziej, wiec coraz czesciej w myslach przygotowuje sie na gorace drogi australii...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111328656746035437?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111328656746035437/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111328656746035437' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111328656746035437'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111328656746035437'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/04/wyzwanie-z-keplerem-w-tle.html' title='wyzwanie z keplerem w tle'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111257126256300892</id><published>2005-04-03T16:21:00.000-07:00</published><updated>2005-04-03T16:34:22.563-07:00</updated><title type='text'>inspiracje...aspiracje</title><content type='html'>i znow, wlasnie gdy mam zamiar opuscic jakies miejsce z westchnieniem ulgi, zaczyna padac. moja nieco przykrotka wizyta w mt aspiring national park pozostawila we mnie mocne postanowienie zdecydowanego dzialania w kierunku prawdziwych gorskich wspinaczek. poniewaz: trek po ubitej sciezce to zaledwie namiastka, zakupy przez szybe, bycie na diecie wolnej od rzeczywistej gorskiej uczty. czuje ze mi to juz nie wystarczy. objawy? to przedziwne uczucie zapadania sie w sobie gdy wspinajac sie na french ridge nagle, znikad pojawil sie przede mna ten ogromniasty lodowiec przedzierajacy sie przez chmury...a ja wiedzialam ze za rogiem jest jeszcze wiecej...mt aspiring. no i to uczucie zazdrosci ogarniajace mnie tego wieczora gdy to przyszlo mi dzielic chatke z grupa wspinaczy ktorzy wlasnie stamtad powrocili...aaach.&lt;br /&gt;probujac zrekompensowac ten gorski glod postawilam przed soba kolejne wyzwanie - pocyklowalam na poludnie przez najwyzdza drogowa przelecz nowej zelandii, czyli prawie 800m w gore, no i w dol. nie wiem jednak czy to moje odnoza nabieraja skalistej mocy, czy glowa stala sie zachlanna na wiecej - wspinaczka okazala sie o wiele prosciejsza niz przypuszczalam...a niech to!&lt;br /&gt;no a teraz? usilnie probuje pozostawic queenstown w tyle i znow zaszyc sie w gorach...&lt;br /&gt;a w glowie mieszanina najrozniejszych planow zasmieca myslowa przestrzen...ale cichosza!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111257126256300892?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111257126256300892/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111257126256300892' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111257126256300892'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111257126256300892'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/04/inspiracjeaspiracje.html' title='inspiracje...aspiracje'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111182890161172946</id><published>2005-03-26T01:01:00.000-08:00</published><updated>2005-03-26T01:21:41.613-08:00</updated><title type='text'>dziki zachod</title><content type='html'>tak , nowa zelandia tez ma swoj dziki zachod! jak tylko znow uderzylam w trase pedalujac w kierunku greymouth i alp, mialam okazje nie raz napotkac typowe okazy dziur na kocu swiata posrodku niczego...&lt;br /&gt;...ktore najczesciej wywolywaly opad szczeki, gdy to powoli przedzieralam sie przez doliny o rwacych gorskich rzekach, wawozy, wzdluz poszarpanego wybrzeza, w gore i w dol pogorow az w koncy gory zamknely mnie w lodowym uscisku.&lt;br /&gt;ten nadal dosc niedorozwiniety region nowej zelandii to kopalnia sekretow, z ktorych tylko niektore udalo mi sie odkryc - dziewietnastowieczna goraczka zlota pozostawila to miejsce doslownie przeryte przez poszukiwaczy fortuny. jak doniosl mi jeden z lokalnych mieszkancow, nie jest rzecza niezwykla odkryc tunel tuz pod wlasnym trawnikiem!&lt;br /&gt;oparlam sie jednak pokusie dorwania lopaty i poszukiwania mojej wlasnej zyly zlota. bez wytchnienia pocyklowalam dalej, az ktoregos dnia zoczylam... &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album15/sagi_zaiger_005"&gt; to &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;tym razem nie moglam powiedziec 'nie' ciagocie by doswiadczyc zlodowaciale alpy i wybralam sie na calodzienna przebiezke po lodowcu o imieniu 'fox'. twardy jak skala snieg i iscie lodowate powitanie przynioslo na mysl dosc chlodne wyobrazenia o ostatniej epoce lodowej na tutejszym ladzie...brrr.&lt;br /&gt;moj przelotny 'fox' romans pozostawilam w tyle i wskoczylam na siodlo ponownie, krecac kolkiem az do miejscowosci wanaka. pogoda jednak sie rozmyslila i przestala mnie rozpieszczac palacym sloncem. ostatnie dwa dni, dla odmiany, slawetny polnocno-zachodni wiatr probowal wyperswadowac mi zapedy dostania sie do parku narodowego mt aspiring wylewajac na mnie cale serie kublow zimnej wody. ale JESTEM CHOLERNYM TWARDZIELEM, zgrzytajac zebami tak sobie myslalam, nawet gdy musialam pedalowac na stromym...zjezdzie!&lt;br /&gt;no i w koncu jestem tutaj w wanaka. zmarznieta i mokra ale cala szczesliwa siedzac sobie na kanapce w wanaka bakpaka hostelu wzierajac sie w ciemniejace szare niebo nad gorami.&lt;br /&gt;a zatem podgladnijcie najnowsze fotki i zazdrosccie! heheh!&lt;br /&gt;no i przy okazji, wesolego alleluja!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111182890161172946?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111182890161172946/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111182890161172946' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111182890161172946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111182890161172946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/03/dziki-zachod.html' title='dziki zachod'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111103842649556657</id><published>2005-03-16T21:31:00.000-08:00</published><updated>2005-03-16T21:47:06.500-08:00</updated><title type='text'>poprzez bagna i rzeki</title><content type='html'>prysznic! pralka! bar z kawa!&lt;br /&gt;tak wlasnie wczoraj sobie pod nosem szeptalam gdy to w kocu wydostalam sie z parku narodowego kahurangi , po szesciu dniach blogoslawionych sloncem, przekraczaniem gorskich rzek i strumieni, wsiakaniem w bagna i poslizgami w blocie. to wszystko udekorowane bezczelnymi oposami drapiacymi w szybe chatki po nocach i zarlocznymi w wampirzym stylu muszkami. ale nawet one nie byly mnie w stanie powstrzymac. tak wiec szlam sobie i nacieszalam sie samotnoscia, napotykajac jednynie nieliczne okazy tramperow po drodze, chlupoczac radosnie w lodowatych strumieniach dumnie wystawiajac moje biale poldupki i czujac sie troche jak zenska wersja robinsona crusoe. czwartego dnia napotkalam chrisa szkota ktory przybyl do nowej zelandii na rybne lowy zycia (nie zdawal sobie jednak biedak sprawy jak uparty moze byc lokalny pstrag...)i dolaczylam do meskiej kompanii uzupelnionej o dwoch szwedzkich peterow (gdzie matczyna kreatywnosc...?) z ktorych jeden nadwyrezyl kostke i mial zaszczyt odleciec z parku helikopterem (podczas gdy nam wydostanie sie zajelo dwanascie godzin :-))))&lt;br /&gt;smrodliwie, ale za to szczesliwie w koncu powrocilam do miesciny tapawera, gdzie porzucilam rower i znow wyruszylam w dorge dzis rano. tym razem czeka mnie dluga przeprawa na poludnie w nadziei na wyprzedzenie zimnych frontow, aby wskoczyc na kolejne szlaki i potrekowac okazale stada tutejszych gorskich lancuchow.&lt;br /&gt;przy okazji, nadrobilam zaleglosci w ramach &lt;a href= "http://www.folks.blogspot.com/"&gt;people around the words&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111103842649556657?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111103842649556657/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111103842649556657' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111103842649556657'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111103842649556657'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/03/poprzez-bagna-i-rzeki.html' title='poprzez bagna i rzeki'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111034368857963156</id><published>2005-03-08T20:39:00.000-08:00</published><updated>2005-03-08T20:48:08.580-08:00</updated><title type='text'>muszy romans z ablem tasmanem</title><content type='html'>balony na nogach, ociezale powieki, pierwszy prysznic od czterech dni... ale za to szczesliwie brudny, pogryziony i smierdzacy (juz nie!) tramper. trzy i pol dnia w na szlaku, maszerujac, przysluchujac sie jak deszcz bombarduje namiot, pomagajac parkowemu straznikowi z ktorym spedzilam dzien z lopata na szlaku, i w koncu przemarsz przez groble tuz przed wschodem slonca by dotrzec w sama pore na przekolorowa inauguracje dnia po drugiej stronie wspomagany przez skrzeczace mewy. to wszystko dopelnione krystalicznie blekitnym morzem i ekstra przejazdzka z kierowca autobusu ktory mnie obwiozl dookola i opowiedzial historie golden bay.&lt;br /&gt;z powrotem w motuece. jutro decyzja - zostaje tutaj i pracuje jako jabklowiec w lokalnym sadzie albo kontynuuje pedalowanie na poludnie.&lt;br /&gt;znow nowe fotki. no i nowy projekt &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/album13/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;orange&gt;braceletting new zealand&lt;/strong&gt;&lt;/orange&gt;&lt;/a&gt;  rezultat mozecie sobie podejrzec sami...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111034368857963156?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111034368857963156/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111034368857963156' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111034368857963156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111034368857963156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/03/muszy-romans-z-ablem-tasmanem.html' title='muszy romans z ablem tasmanem'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-111034305874420334</id><published>2005-03-05T20:25:00.000-08:00</published><updated>2005-03-08T20:39:15.416-08:00</updated><title type='text'>w gore i w dol i po fiordach</title><content type='html'>niesamowicie sloneczny byl to tydzien.&lt;br /&gt;bez kropli deszczu. duzo radochy i dlugo wyczekiwanego odosobnienia.&lt;br /&gt;pocyklowalam z picton w sam srodek fiordow marlborough, przetaczajac sie przez pagory az do wioski portage gdzie sie zakotwiczylam na dwie noce - dzien spedzony na cyklowaniu po gorskim szlaku (na drogowych oponach...), czy moze raczej pol dnia pedalowania, pol targania dwucykla pod gorke i podziwiania widokow...&lt;br /&gt;wtopilam sie w wieczor siedziac na podniszczonym molo patrzac sobie jak niebo mowi dobranoc, smakujac opustoszalosc i odludnosc tego zakatka.&lt;br /&gt;moj ambitny plan dotarcia do nelson nastepnego dnia spelz na niczym gdy to nadzialam sie na majke i alana, dlugoterminowcow z beethovena, siorbiac pycha latte gdzies po drodze. dzien zakocznylam w tak zwanym 'pomiedzy' w nieco strachawym hostelu z szalonym pudlem napastujacym mnie godzinami (chodzilo mu pewnie o TEN patyk! co go mu rzucilam), asystujacym mi w malowaniu plotu (woofing, czyli praca za nocleg).&lt;br /&gt;niecala dobe pozniej dowloklam sie w koncu do nelson, ramiona w kolorze przypalonej papryki w efekcie wspinki w pelnym sloncu na kilka pogorow. wieczor spedzilam typowo backpackersowo popijajac chlodny bialy regionalny produkt winny, plotac bransolete (moje nowe hobby) pogadujac z innymi mieszkancami hostelu o wdziecznej nazwie 'zielona malpa'.&lt;br /&gt;no a teraz wlasnie dobilam do motueki, juz za chwile wyruszam na szlak - abel tasman national park. no i oczywiscie zanosi sie na deszcz wlasnie gdy mam zamiar wstrzelic sie w region obslawiony jako najbardziej sloneczna czesc nowej zelandii...&lt;br /&gt;tak przy okazji, pojawily sie nowe fotki w albumie, ktory nieco pouporzadkowalam i mam nadzieje ze latwiej sie bedzie przegladac...&lt;br /&gt;pozdrowka!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-111034305874420334?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/111034305874420334/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=111034305874420334' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111034305874420334'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/111034305874420334'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/03/w-gore-i-w-dol-i-po-fiordach.html' title='w gore i w dol i po fiordach'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110991281099149598</id><published>2005-02-28T20:53:00.000-08:00</published><updated>2005-03-03T21:06:50.993-08:00</updated><title type='text'>zonglujac w picton</title><content type='html'>tak! nareszcie poczynilam ruch na poludnie! po siedmiu tygodniach dekompozycji w beethovenowskim wellington znow poruszam sie w czasie i przestrzeni. no i nie jestem sama...karakoram, moja ukochana dwukolowa pieknosc jest ze mna - znow razem! jak tylko rower do mnie dotarl, zabralam go na kilka drogowych i pozadrogowych przejazdzek no i powrocilo do mnie cale piekno cyklowania - powolnie zmieniajacy sie krajobraz, slimaczenie sie pod gorke, radocha i pot...ehhh. rozpoczynam od nowa podrozniczy zywot po dluuugiej przerwie...&lt;br /&gt;tak wiec wtargalam na prom sloniowo prezentujacy sie rower i odplynelam. taka prosta rzecz i powracam na stare tory - cale galopujace stada mysli zaczely splywac mi po plecach jak tylko wyplynelismy na pelne morze. oto jedno ze stad:&lt;br /&gt;ksztalt krajobrazu to efekt niesamowitego nakladu pracy wykonanej przez nature - jak mozna zrozumiec ten proces? jak mozna zrozumiec miejsce w ktorym zyjemy? wyobraznia -moc naszych malutenkich umyslow pozwala nam widziec ziemie jako przeogromny kawalek materialu gnieciony przez niewyobrazalne sily, plisy i wzory zmieniajace sie w niekonczacym sie procesie.... i tak dalej. taaak. znow jestem soba :-)&lt;br /&gt;a teraz, rozsiadajac sie na kanapie w przeuroczym hostelu zatytulowanym "wypoczynek zonglerzy" (!?), tuz zanim gospodarze popisza sie swoimi cyrkowymi zdolnosciami, planuje moje 'jutro'.&lt;br /&gt;znow nie moge sie doczekac, niecierpliwie wygladajac nastepnego dnia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110991281099149598?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110991281099149598/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110991281099149598' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110991281099149598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110991281099149598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/02/zonglujac-w-picton.html' title='zonglujac w picton'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110904554522811065</id><published>2005-02-15T19:54:00.000-08:00</published><updated>2005-02-21T20:12:25.230-08:00</updated><title type='text'>Beethoven House story</title><content type='html'>i tak oto nadszedl wielki piatek dziewiczej owsianki sporzadzonej przez Eda-managera. to byl takze poranek, gdy Allen, wlasciciel przybytku, odlecial do Singapuru na krotki odpoczynek prawdopodobnie z misja przeklinania tamtejszej pogody, taksowek, obslugi w hostelu i czegokolwiek, co mialo czelnosc odbiegac od jego wlasnej wizji swiata. zamarznieta kostka w polowie skonsumowanego masla rowniez zniknela z zamrazarki, najprawdopodobniej topiac sie i rozprzestrzeniajac po Allenowym bagazu podczas gdy przelatywal on nad morzem tasmanskim. sniadanie skazane bylo na sukces po tygodniach instruktazu jak parzyc herbate, jak siekac jablka, jak podlewac wrzatkiem owsianke, w kocu jak dokladnie wymiesc lyzka miske po tejze w rezutlacie czego mycie stawalo sie zbedne. szczerzac sie na odrazajaco mocne slonce tego poranka, juz chwile po tym jak goscie posniadaniowo rozmyli sie po hostelu, goraczkowo zaatakowalismy kuchnie w ramach akcji Wielki Sprzat. i wlasnie gdy odrabywalam kolejne kawaly lodowca w zamrazarce, poczulam  znow ta nieswojosc, jakis niepokoj, hiperaktywny pociag po dlugiej chwili hibernacji. znajomosc i rozpoznawalnosc, ktora mnie tutaj tyle czasu zdolala zatrzymac, zdazyla przeistoczyc sie w obraze. znow jest we mnie to poczucie ciagu to przetarcia wlasnego szlaku na poludnie,zaspany mini kolumb. jest w tym cos oczyszczajacego, jakies poczucie ulgi, jakbym odzyskiwala moja lepsza strone. biegnac sobie po Oriental Parade tego wieczora, w chlostajacym deszczu nie moglam przestac sie szczerzyc na mysl o doladowaniu sie kolejna przygoda. poziom adrenaliny podniosl sie jeszcze bardziej gdy zasiadlam do stolu z brytyjskim cyklista Simonem, ktory zatrzymal sie w beethoven house. gotowosc wyruszyc w kazdej chwili (zaloze sie ze tej nocy pedalowalam przez sen!). i tak oto wyruszam dalej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110904554522811065?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110904554522811065/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110904554522811065' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110904554522811065'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110904554522811065'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/02/beethoven-house-story.html' title='Beethoven House story'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110704365641166316</id><published>2005-01-29T15:48:00.000-08:00</published><updated>2005-01-29T16:07:36.410-08:00</updated><title type='text'>zatonelam w wellington</title><content type='html'>przerwa w wellington miala byc jedynie oddechem przed poludniowa wyspa i czasem spedzonym nad tworczoscia podroznicza. z marnym rezultatem. moja nadzieja na cisze i koncentracje zostala rozwiana przez hektolitry kawy i wielki balagan myslowy. &lt;br /&gt;no i beethoven house. miejsce w ktore zdaje sie powoli wsiakac. ekscentryczny alan, dlugoterminowi goscie i nieco magii na codzien.&lt;br /&gt;na przyklad nasza wielka pizza-uczta. zaczelo sie niewinnie od glodnej mysli i kilograma zoltego sera. skonczylo sie na czterech godzinach masowej produkcji i napychaniu mieszkancow beethovena produktem koncowym, przebogato zdobiona pizza. wszystkim wyszlo uszami tak ze nawet nie chce myslec o pizzopodobnych garmazeriach przez jakis czas.&lt;br /&gt;no a gdy w koncu jakis tydzien temu mnie oswiecilo w samym srodku miasta, gdy to popijajac papierowe latte, zrozumialam ze nie pisze bo poziom ekscytacji spadl drastycznie. postanowilam zatem wyruszyc nazajutrz. i wlasnie gdy nabieralam niesmaku na pakowanie, dostalam prace. tymczasowo. wiec polezakuje tu jeszcze troche.&lt;br /&gt;wellington to miejsce ktore tonie wsrod przezielonych pagorow i wody, co sprawia ze tym trudniej mi jest je pozegnac. ale gdzies w srodku juz cos sie drze zeby ruszyc dalej. a jednak dni takie jak dzis sprawiaja ze zostaje jeszcze jedna noc, jem jeszcze jedno sniadanie. niedziela, alarm przeciwpozarowy jako pobudka, tajemnicza owsianka alana i dziendobrowy rytual. zaraz potem czystosciowa przebiezka po beethovenie, pozegnania, chlopaki walczacy z ogrodowymi chwastami, alan szalenczo podlewajacy kwiecistych podopiecznych. to niezwykle miejsce.&lt;br /&gt;moj pobyt tutaj wydaje sie byc dluga przerwa. w rzeczywistosci nadal podrozuje. w glowie... &lt;br /&gt;dajcie znac czy kartki dotarly, bo niektore zdaja sie wlec o wlasnych czterech rogach.&lt;br /&gt;wyspiarze! dajcie jakis znak zycia bom plotek ciekawa!&lt;br /&gt;buzka!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110704365641166316?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110704365641166316/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110704365641166316' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110704365641166316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110704365641166316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2005/01/zatonelam-w-wellington.html' title='zatonelam w wellington'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110420014487259153</id><published>2004-12-27T18:00:00.000-08:00</published><updated>2004-12-27T18:15:44.873-08:00</updated><title type='text'>dzikie swinie wschodniego kranca?</title><content type='html'>napier, to wlasnie tutaj dzis dotarlysmy po czterech dlugich dniach walki z blotnistym szlakiem dookola jeziora waikaremoana, niespotykanie widowiskowym i tajemniczym miejscem, gdzie swiateczny nastroj rozplynal sie w mglistym powietrzu podczas gdy podazalismy waska sciezka w nadziei zlowienia okiem dzikiej swini czy jelenia wsrod lesnej gestwiny...&lt;br /&gt;odosobnienie tego miejsca i jego magia sprawily ze wszyscy czulismy jakas wiez, czas zdawal sie rozciagac tak ze pod koniec mialam wrazenie jakbym spedzila tam cale wieki...bedac znow wsrod ludzi czuje sie nieco panicznie, dlatego wlasnie nastepny cel to park tongariro, czyli kolejny tydzien z dala od cywilizacji.&lt;br /&gt;niestety, nasz czas w towarzystwie rowerow dobiega konca, po prawie miesiacu spedzonym na ich grzbietach nadszedl moment bolesnego rozstania.&lt;br /&gt;nasza wyprawa na wschodni kraniec to kolejna dluga opowiesc - east cape to bardzo odosobnione miejsce, gdzie wiekszosc nadal stanowia maorysi (jedno z niewielu gdzie mieszkancy nosza prawidziwe tatuaze na twarzach!), slawni ze swej goscinnosci i otwartosci. pomimo pogody, ktora, jak zwykle nas nie rozpieszczala, swietnie sie bawilysmy cyklujac w towarzystwie szalonego francuza, prawdziwego rowerzysty-wardziela, a do tego udalo nam sie pobic nasz dzienny rekord (ponad 100km!) no i wreszcie na konto moge wpisac pierwsze oposy zlowione naocznie gdy wpadly wieczorem z wizyta (zapewne na kolacje...)&lt;br /&gt;kazdego dnia dzieje sie tak wiele, ze ledwo nadazam z przerabianiem myslowym, ale to wlasnie sprawia ze czuje sie szczesliwa. to wlasnie wyzwanie ktorego mi brakowalo :-)&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110420014487259153?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110420014487259153/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110420014487259153' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110420014487259153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110420014487259153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/12/dzikie-swinie-wschodniego-kranca.html' title='dzikie swinie wschodniego kranca?'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110326967219667975</id><published>2004-12-16T23:23:00.000-08:00</published><updated>2004-12-16T23:47:52.196-08:00</updated><title type='text'>zmarszczki polnocy</title><content type='html'>zmarszczki - tak zwie pagory polwyspu coromandel nasz czlowiek od rowerow (szerzej opisze te persone nieco pozniej), ktore i my same, po pieciu dniach spedzonych na pokonywaniu ich mamy czelnosc tez je tak przezywac. ha! nasze miesnie sa niczym kamien i podjazd na kolejne kilkaset metrow nie jest juz smiertelnym wyzwaniem.&lt;br /&gt;pierwszy dzien na polwyspie okazal sie nadzwyczaj udany - zdolalysmy przebiezyc prawie 60km i pokonac trzy 'duze mamuski' pomimo ze cyklowac zaczelysmy dosc pozno. niesamowite widoki stwarzaly niezla wymowke dla czestych przerw i sesji zdjeciowych. samotnosc miejsca zwanego nowa zelandia znow wypelnila nas po brzegi.&lt;br /&gt;nastepne kilka dni jednakze to seria tak zwanych 'antysukcesow'. a zatem:&lt;br /&gt;- nie wiem skad oni (naukowcy) to wiedza, ale to JEST fakt, ze kobiety nie potrafia czytac map. no przynajmniej niektore. bardzo chcialysmy przejsc trase po samym czubku polwyspu, wiec pelne nadziei wyruszylysmy z rana na podboj tegoz. trzy godziny (i trzy mamuski) pozniej zdalysmy sobie sprawe ze jestesmy zaledwie w polowie drogi. nasza determinacja pchnela nas jednak dalej - rowery porzucilysmy na dobe i stopem postanowilysmy dostac sie do celu. tak tez zrobilysmy - juz chwile pozniej wiozla nas przemila kanadyjsko-amerykanska para...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- po tym jak udalo mi sie dokonac destrukcji mojego telefonu poprzez wrzucenie go do rowu, mialam nadzieje ze nowy, ktory ledwie co zakupilam, przetrwa ze mna nieco dluzsza chwile. po pokonaniu jakichs siedmiu kilometrow zorientowalam sie ze telefon zniknal, w rezultacie czego dzien zakonczylysmy dwudziestokilometrowym spacerem (cofajac sie do miejsca gdzie moglam porzucic komorke w trawie podczas poscigu z aparatem za dzikimi indykami). ani sladu po telefonie, rzecz jasna...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- po pokonaniu trasy spacerowej nastepnego dnia (ktora swoja droga okazala sie byc bardzo widowiskowa i przyjemna) dotarlysmy do zatoki tylko po to, by zdac sobie sprawe z tego, ze jest to miejsce kompletnie opustoszale i ze jedyny srodek trasnportu na ktorym mozemy polegac sa nasze wlasne konczyny. na szczescie para straznikow DOC (cos w rodzaju departamentu konserwacji przyrody)wrzucila nas na tyl pickupa i podrzucila w kierunku cywilizacji...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;coz, zawsze jednak w koncu dzieje sie jakies dobro rownowazace cale zlo ktore sami na siebie zrzucamy. udalo mi sie odzyskac telefon - zostal w samochodze pary, ktora nas podwiozla, jakims cudem udalo mi sie go namierzyc, tak ze w koncu ja i moja nokia jestesmy znow razem...  &lt;br /&gt;co wiecej? udalo nam sie zapetlic polwysep coromandel w ciagu kilku nastepnych dni (z kilkoma przygodami i dzis rano dokonalysmy skoku w kierunku jeziora rotorua, zdaje sie ze najbardziej popularnego skrawka nowozelandzkiej turystyki...&lt;br /&gt;tymczasem sciskam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110326967219667975?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110326967219667975/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110326967219667975' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110326967219667975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110326967219667975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/12/zmarszczki-polnocy.html' title='zmarszczki polnocy'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110326818128503801</id><published>2004-12-10T23:04:00.000-08:00</published><updated>2004-12-16T23:48:18.510-08:00</updated><title type='text'>kierunek poludnie</title><content type='html'>najpierw cierpi zadek. potem troche bolu w plecach, a zaraz potem kolano mowi 'dosyc' wspinaczkom rowerowym. w koncu wszystkie te przeklete robale ssace hektolitry krwi czego rezultatem sa nagle nocne zrywy szalonego drapania po nogach. tak, to wlasnie sa te najpiekniejsze chwile rowerowej wyprawy na polnoc :-) ach, zeby przypadkiem nie pominac praktycznego zmiecenia z drogi przez wiatr i zalapania tzw przemoczonej wloszki po calym dniu cyklowania w nieustajacym deszczu...&lt;br /&gt;jak powszechnie wiadomo, po takich doswiadczeniach moze byc juz jedynie lepiej. tak wlasnie bylo w naszym przyopadku. nina, urugwajska maniaczka cyklowania i ja - praktycznie zalapalysmy bakcyla wlasnie po tych wszystkich atrakcjach, w rezultacie czego, po krotkiej przerwie w auckland uderzamy dalej na poludnie. to oznacza DUZO wieksze wspinaczki (przezywane przeze mnie ROBIENIEM DUZEJ MAMUSKI) i brudnych, szorstkich nieasfaltowek. ale to jest cena ktora mamy zamiar zaplacic za niesamowite widoki, opustoszale plaze i trekking po dwoch parkach narodowych. mam nadzieje ze podolamy wyzwaniu...i ze nina wytrzyma moje przypominajace dyktature rzady :-)&lt;br /&gt;znow troche &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/"&gt;&lt;strong&gt;fotek&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;rozpoczelam tez nowy slad od strony czyli &lt;a href="http://folks.blogspot.com/"&gt;&lt;strong&gt;PEOPLE AROUND THE WORDS&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; ktory bedzie przede wszystkim polegal na slodkich plotkach za plecami poznanych przeze mnie po drodze szalencow, ciekawcow i wszelkiej masci tulaczy. na razie jednak bedzie ona jedynie angielska :-(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...zapewne duzo sniegu w polsce?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110326818128503801?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110326818128503801/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110326818128503801' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110326818128503801'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110326818128503801'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/12/kierunek-poludnie.html' title='kierunek poludnie'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110245820374870695</id><published>2004-12-07T13:52:00.000-08:00</published><updated>2004-12-07T14:23:23.750-08:00</updated><title type='text'>polnoc na dwoch kolach</title><content type='html'>nareszcie wyruszam! tak sobie wlasnie pomyslalam gdy autobus sie nagle zatrzymal posrodku tak zwanego nigdzie, zaledwie trzy kwadranse po tym jak w koncy opuscilismy auckland. jechalysmy do brynderwyn, na polnoc, skad mialysmy wystartowac na rowerowa petelke zwana przez nowozelandczykow 'odkrywcy blizniaczych wybrzezy'. po dwoch minutach kierowca zdal sobie sprawe ze zapomnial...zatankowac! nikt nie chcial mu wierzyc ale rzecz jasna, tak osuszyl silnik ze zabralo mu to bagatela...trzy godziny zeby odpalic ponownie maszyne. hehe&lt;br /&gt;w koncu jednak, z niejakim opoznieniem, dotarlismy do miejsca i nawet udalo nam sie nieco przepedalowac tego dnia. jak dotad mamy za soba piec dni pelnych dociskania naszych dwucykli w wietrze, sloncu i deszczu, spotykajac po drodze najprzerozniejszej masci zwierzaki i ludzi, uczac sie tutejszej maoryskiej kultury, odkrywajac las gigantycznych drzew kauri... do osobistych sukcesow moge zaliczyc celny wrzut mojego plecaka (z paszportowo-telefoniczno-dyktafoniczna zawartoscia) do przydroznego rowu pelnego obslizglego zielonego obrzydlistwa, w ktore oczywiscie musialam nieco zanurkowac, co pozostawilo calodniowy, jakze trwaly i cuchnacy slad na moich odnozach...&lt;br /&gt;wczoraj, po dlugim dniu pedalowania w deszczu dotarlysmy do maciupenkiej wioski, gdzie specjalnie dla nas wlasciciel otworzyl sklep (najwyrazniej musialysmy wygladac na niezle zdesperowane wpatrujac sie w mijany przez nas przybytek) i pokierowal nas do miejsca na nocleg. okazala sie to byc skromna farma wolowo-konna gdzies posrod pagorkow i wodnistych zakoli. nie taka jednak zwyczajna jakby moglo sie wydawac. oprocz dachu nad glowa i cieplego miejca przy kominku uszczknelo nam sie nieceo wiecej luksusu - jedna z corek gospodarza wlasnie obchodzila urodziny, w rezultacie czego zaproszono nas na impreze, nakarmiono, napojono za co musialysmy uiscic stosowna oplate - zaspiewac sto lat w naszych jezykach. to niesamowite jak spokojni i wyluzowani sa nowozelandczycy! &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110245820374870695?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110245820374870695/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110245820374870695' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110245820374870695'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110245820374870695'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/12/polnoc-na-dwoch-kolach.html' title='polnoc na dwoch kolach'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110181262009217909</id><published>2004-11-30T02:37:00.000-08:00</published><updated>2004-12-07T14:40:48.316-08:00</updated><title type='text'>szesc dob w auckland. bardzo za dlugo</title><content type='html'>to nie byla najszczesliwsza sobota dla mnie - prawie piec godzin walki z komputerami w lokalnych knajpach internetowych zeby zaladowac nieco zdjec na strone. o maly wlos stracilabym wszystkie foty (widok na gory z samolotu!!!!)ale uratowal mnie maly gadzet flaszdrajwowy. co by sobie poprawic nastroj i posmakowac tego w czym nowa zelandia jest ponoc najlepsza postanowilam udac sie na wyprawe canyoningowa czyli ponad piec godzin schodzenia wartka gorska rzeka, skakanie z dziesieciometrowej skarpy, schodzenie po wodospadzie,zjezdzanie na brzuchu... ale bylo fajowo! no a do tego instruktor z przesmiesznym kiwi akcentem no i dwie holenderki z ktorymi niezle sie pochichralysmy. jeden z moich skokow zakonczyl sie ladowaniem twarz-woda czyli piekna deska, czego skutek byl potem taki, ze bolalo mnie ucho i cala dorge powrotna (po oczywiscie zlosliwie kretej drodze) zastanawialam sie czy w busach tez rozdaja torebki 'kryzysowe'. jak tylko doczlapalam do pokoju - doslownie padlam na me obolale lico.&lt;br /&gt;piekno podrozy polega na tym, ze kazdy dzien jest pelen niespodzianek. tak wlasnie&lt;br /&gt;poniedzialek okazal sie byc dniem spontanicznych decyzji- poznalam Nine z urugwaju ktora wydaje sie byc niebezpiecznie entuzjastyczna jesli chodzi o podrozowanie rowerem i co tu duzo mowic, po malej pogawedce pomyslalam: a moze by tak...?&lt;br /&gt;no i tak oto spedzilysmy caly dzisiejszy dzien szperajac po auckland w poszukiwaniu wypozyczalni rowerow i w koncu dotarlysmy do 'jeza', super-duper sklepu rowerowego, z ktorego kilka godzin pozniej (z czego wiekszosc spedzona na pogawedce z wlascicielem o lechu walesie i urugwajskich stekach)wyjechalysmy dwoma kolami z calym osprzetem. jutro spadamy na polnoc na tygodniowa petle po plazach. strasznie sie pomyslem podekscytowalam, pomimo ze tylna czesc mojego dwukolowego rumaka po zapakowaniu sprzetu sprawia wrazenie, jakbym podwozila slonia...&lt;br /&gt;a tak przy okazji, wrzucilam nieco &lt;a href="http://kusmiera.bohater.net/gallery/albums.php/"&gt;&lt;strong&gt;fotek&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; na strone&lt;br /&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110181262009217909?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110181262009217909/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110181262009217909' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110181262009217909'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110181262009217909'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/szesc-dob-w-auckland-bardzo-za-dlugo.html' title='szesc dob w auckland. bardzo za dlugo'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110128336665651046</id><published>2004-11-23T23:57:00.000-08:00</published><updated>2004-11-24T00:02:46.656-08:00</updated><title type='text'>hong kong transfer</title><content type='html'>po ponad jedenastu godzinach w samolocie jestem mniej wiecej w polowie drogi do auckland. mam tutaj do wykonania misje - znalezc statyw do aparatu,ale ilosc lotniskowych sklepow czyni to niemalze niemozliwym! coz, znow zapierajacy dech w piersiach widok z samolotowego oka sprawil ze na dluzsza chwile zaniemowilam (nietypowe zjawisko w moim wykonaniu!) niesamowite uczucie wywolane przez statki gdzies tam ponizej, jakby powbijane w powierzchnie gwozdzie lsniace odbijajac swiatlo ksiezyca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110128336665651046?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110128336665651046/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110128336665651046' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110128336665651046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110128336665651046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/hong-kong-transfer.html' title='hong kong transfer'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110128283533444073</id><published>2004-11-20T23:44:00.000-08:00</published><updated>2004-11-23T23:57:04.726-08:00</updated><title type='text'>zaraz spadam</title><content type='html'>dwa dni w napakowanym, zapchanym londynie z ludzmi powtykanymi wszedzie dookola. udalo mi sie przeleciec po ksiegarniach w poszukiwaniu przewodnikow po nowej zelandii i australii. musze westchnac az na wspomnienie o zaopatrzeniu i rozmiarach literatury na temat jakiejkolwiek dziury na swiecie. ponad dwie godziny spedzilam na przekartkowywaniu wszystkich tych pamietnikow podrozniczych. byc moze powinnam rozwazyc inne opcje jesli chodzi o departament podrozniczy bo, jak nie moglam nie zauwazyc, takich jak ja sa absolutne pierdyliardy :-))). no coz. posrod tej calej masy znalazlam jednak fantastyczny przewodnik &lt;a href="http://www.trailblazer-guides.com/"&gt;&lt;strong&gt;&lt;em&gt;trailblazera&lt;/em&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/a&gt; - 'great walks in new zealand' (uzywalismy tej serii przeprawiajac sie przez &lt;a href=" http://www.pireneje.rybanet.pl/"&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;pireneje&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;/a&gt;). no i oczywiscie nie moglam sie oprzec i w koszyku wyladowalo troche nadprogramowych lektur... na swoje usprawiedliwienie powiem tylko, ze wszystkie sa o australazjii wiec chyba to niezla wymowka? :-) &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110128283533444073?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110128283533444073/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110128283533444073' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110128283533444073'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110128283533444073'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/zaraz-spadam.html' title='zaraz spadam'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-110126832395537381</id><published>2004-11-18T19:48:00.000-08:00</published><updated>2004-11-23T19:52:03.956-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>kontakt ze mna dla tych ktorzy chca pozostac w kontakcie ze mna (brrrr):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;gadu gadu: 3283127&lt;br /&gt;profil na skypie: ewrakej&lt;br /&gt;msn profil: ewrakej&lt;br /&gt;email: ewrakej@gazeta.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;piszcie i plotki zapodawajcie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-110126832395537381?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/110126832395537381/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=110126832395537381' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110126832395537381'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/110126832395537381'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/kontakt-ze-mna-dla-tych-ktorzy-chca.html' title=''/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-109977360877861102</id><published>2004-11-06T13:06:00.000-08:00</published><updated>2004-11-06T12:40:08.776-08:00</updated><title type='text'></title><content type='html'>tak. znow zaswedzial mnie tylek. po kilku miesiacach milczenia znow mowie tym glosem 'skad indziej'. bylo spontanicznie. decyzja o wyjezdzie do izraela i konfrontacji rzeczywistosci z papka ktora karmia nas media. wizja szalejacych terrorystow podkladajacych bomby w kazdym mozliwym miejscu publicznym miala byc podwazona tym czemu przygladalam sie przez te dwa tygodnie. mala kraina wymalowana tak wieloma kolorami gdzie kultura jest pobudzona swa roznorodnascia, w ciaglym ruchu, niecierpliwa, niepewna. z otwartymi oczami probowalam schwytac garsc tego zycia.&lt;br /&gt;polnoc. pejzaze soczystej zieleni, o lagodnym wygladzie i odczuciu. gdzies w oddali majaczy gora hermon, odwieczna pokusa ale niezrealizowana ambicja. nawet wszedobylskie wojskowe ciezarowki wydaja sie wtapiac w tlo zielonych wzgorz.&lt;br /&gt;poludnie. kraina gdzie obradza jedynie skala. najpierw niesmiala, staje sie coraz bardziej zdecydowana w swym wygladzie, zmienia rysy na ostre, majace miliony lat warstwy piasku i skaly. tutaj zachod slonca jest festiwalem natury i koloru pozostawiajacym mnie z otwartymi ustami laknaca jego purpury i czerwieni. cisza chlodnej nocy gdzies ponad kraterem. droga do izraelskiego czubka - eilatu wdluz szorstkiej linii pustynnych gor. w koncu, delicje natury pod powierzchnia morza czerwonego. ale nie tylko natura czyni to miejsce loteria z milionowa wygrana - jest jeszcze historia, ten religijny duch miejsca ktory rozlewa sie po mnie calej. to jeszcze ludzie i ich odmiennosc.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-109977360877861102?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/109977360877861102/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=109977360877861102' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109977360877861102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109977360877861102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/tak.html' title=''/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-109977152479166188</id><published>2004-11-06T11:05:00.000-08:00</published><updated>2004-11-06T12:05:24.790-08:00</updated><title type='text'>czas</title><content type='html'>niektorzy twierdza ze czas to najgorszy wrog czlowieka. inni twierdza cos kompletnie innego. czym jest czas dla mnie? gdy nie jestem w podrozy - czas to zrodlo bolesnej radosci oczekiwania, bezustannego planowania, zywych wyobrazen tego co  zobacze, doswiadcze, czego sie NAUCZE. kurczy sie z kazdym blednacym dniem aby w koncu stac sie malutenka kropka naznaczajaca odejscie w calkiem inny stan bycia dynamijczna kula o niekonczacych sie odkryciach. gdy podrozuje, czas jest sprinterem ktory sciga mnie nucac w myslach nie konczace sie liczby dni ktore pozostaly, godziny do powrotu. dlatego wiec coraz czesciej mysle o zyciu i o sobie podrozujac w czasie i z czasem. w ten sposob moze przestalby on sledzic mnie niczym jakis wilgonty cien. nie jestem przeciez drzewem - nie mam korzeni przytrzymujacych mnie w ziemi, nie jestem lina ktora trzeba zwiazac.&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-109977152479166188?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/109977152479166188/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=109977152479166188' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109977152479166188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109977152479166188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/czas.html' title='czas'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-109976771829111526</id><published>2004-11-06T10:54:00.000-08:00</published><updated>2004-11-06T11:03:58.603-08:00</updated><title type='text'>górskie remedium</title><content type='html'>pomaga zawsze. sama mysl o wchodzeniu, rozpaczliwie lapiac oddech, niosac wszystko na plecach, czujac cialo gdy nawet pojedyncza mysl zdaje sie dodawac kolejne gramy do i tak zawsze zbytnio naladowanego plecaka. a gdy sie juz dzieje, zawsze odkrywam niemozebne szczescie. wiec to jest lekarstwo. gory. i czuje ze sie zbliza. ta tesknota i desperacka potrzeba wskoczenia w buty i wystartowania. juz niedlugo, bardzo niedlugo...&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-109976771829111526?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/109976771829111526/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=109976771829111526' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109976771829111526'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109976771829111526'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/grskie-remedium.html' title='górskie remedium'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-9038265.post-109976719592199223</id><published>2004-11-06T10:43:00.000-08:00</published><updated>2004-11-06T10:53:15.923-08:00</updated><title type='text'>wszędzie byle nie tu</title><content type='html'>podróżowac. to poruszac sie w przestrzeni, w czasie, w samym sobie, to co nadchodzi nigdy nie wystarcza a gdy juz czujesz ze nie mozesz przyjac wiecej, przychodzi czas jechac dalej. gdy podrozuje, zawsze pisze w myslach listy ktore nigdy nie zostana wyslane ani odebrane, drukuje wyobraznia pocztowki i przechowuje je...jakbym sie jednak nie starala, one zawsze blakna ale nigdy calkowicie. zawsze pozostaje pragnienie czegos wiecej.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/9038265-109976719592199223?l=wordsaroundpol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/feeds/109976719592199223/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=9038265&amp;postID=109976719592199223' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109976719592199223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/9038265/posts/default/109976719592199223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://wordsaroundpol.blogspot.com/2004/11/wszdzie-byle-nie-tu.html' title='wszędzie byle nie tu'/><author><name>ewrakej</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_JwgAoQpSm2w/TUfcmHo9GiI/AAAAAAAACQE/rlT-PZ7BddM/s220/ruta40.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
